czwartek, 28 stycznia 2016

"Póki trwa życie, jest nadzieja" - recenzja Ember in the Ashes

Książka, która podbiła zagraniczny rynek, nakładem wydawnictwa Akurat trafia wreszcie do Polski. Czy zachwyt, w jaki wpadają z jej powodu zachodni czytelnicy, rzeczywiście jest uzasadniony? 


 (muzyka, która kojarzy mi się z daną książką)

 Tytuł: Imperium Ognia
Autor: Sabaa Tahir
Cykl: An Ember in The Ashes
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 510
Wydawnictwo: Akurat
 
http://3.bp.blogspot.com/-uh-ApAZzETM/VmCXj_y39II/AAAAAAAABCg/60LdLvwdr0w/s1600/ember-in-the-ashes-imperium-ognia.jpg
Laia należy do kasty Scholarów, ludzi prześladowanych i żyjących w ciągłym strachu; strachu, który dziewczyna będzie musiała pokonać, by uratować pojmanego przez bezlitosne Maski brata. Elias Veturius to żołnierz Imperium. Chociaż za chwilę ma zostać pełnoprawną Maską, mordowanie niewinnych i bezwzględne posłuszeństwo jest ostatnim, czego pragnie. Dwoje ludzi wywodzących się z tak różnych światów dzieli niemal wszystko – oprócz tego, że żadne z nich nie zna prawdziwej wolności. Tymczasem ich spotkanie może zaważyć na losach niezmiennego dotąd świata, który na oczach bohaterów zachwieje się w posadach.

Książka niesamowicie mi się podobała. Jej podstawową, niezaprzeczalną zaletą jest wartka, pędząca od pierwszych stron akcja. Od razu zostajemy wciągnięci w sam jej środek. Niektórzy taki skok na głęboką wodę mogą uznać za minus, ale to właśnie dzięki temu zabiegowi powieść wciąga od samego początku. Zanim zdążymy się zorientować, tkwimy po uszy w historii Lai i Eliasa; śledzimy ich losy z zapartym tchem, a oderwanie się od książki jest naprawdę trudne – szczególnie, że autorka lubi kończyć rozdziały w najbardziej emocjonujących momentach.
Kolejnym plusem jest oryginalność. Nie uświadczymy tu po raz kolejny wizji postapokaliptycznego świata, pozornie utopijnego społeczeństwa czy fantasy zachowanego w realiach średniowiecza.  

Autorka nie unika pewnych schematów, ale korzysta z nich w zaskakujący i umiejętny sposób. Dzięki temu udaje jej się wykreować coś zupełnie nowego, świeżego i odkrywczego. Stworzony przez nią obraz Imperium stylizowanego na starożytny Rzym jest złożony i szczegółowy; autorka zadbała o historię, topografię i legendy, a także zróżnicowanie w wyglądzie czy sposobie myślenia pomiędzy przedstawicielami poszczególnych kast. Taka dbałość o świat przedstawiony stanowi ogromną zaletę powieści.
Strach będzie twoim wrogiem tylko wtedy, gdy na to pozwolisz. Zbyt silny strach może paraliżować. Zbyt mały strach rodzi arogancję*.
Dwutorowa narracja pozwala nam dobrze poznać dwójkę głównych bohaterów – Eliasa i Laię. Przyznaję, że pokochałam tę dwójkę. Chociaż początkowa niepewność i lęki dziewczyny mogą irytować, na kartach powieści bohaterka dosłownie rozkwita, a jej stopniowa przemiana zachodzi w bardzo naturalny sposób. Czytelniczki nie będą miały problemów z utożsamieniem się z nią – to nie kolejna, nieustraszona heroska, która gołymi rękami pozbędzie się całej armii. Z drugiej jednak strony nie jest też naiwną, szarą myszką, biernie czekającą na ratunek. Laia to zwykła dziewczyna, której życie niespodziewanie wali się w gruzy – i to właśnie z tego powodu jej odwaga, nieustannie walcząca o prym ze strachem, tak bardzo chwyta za serce. Elias dotrzymuje jej kroku i również przełamuje stereotypy – to nie następny, sarkastyczny i pozornie pozbawiony uczuć bohater z obowiązkową mroczną przeszłością. Młody Veturius należy do zupełnie innej kategorii niż mężczyźni, których losy śledzimy zazwyczaj w młodzieżówkach, czym od razu podbił moje serce. Jego moralność i pragnienie bycia dobrym człowiekiem nieustannie ścierają się z obowiązującymi go jako żołnierza zasadami, żelazną dyscypliną i bezwzględnością. Wszystko to czyni z niego niezwykle interesującą postać.
Całe piękno gwiazd jest niczym, kiedy życie na ziemi jest tak podłe.
Mam też dobrą wiadomość dla wszystkich, którzy po przeczytaniu opisu odłożyli książkę, spodziewając się (tak jak ja) płomiennego uczucia od pierwszego wejrzenia i ciągłych opisów zbliżeń pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Nic z tych rzeczy! Po pierwsze, wątek romantyczny jest tak naprawdę najmniej istotny w całej intrydze. Zarówno Elias, jak i Laia mają konkretne priorytety – i nie są to miłosne uniesienia. Po drugie, relacja łącząca bohaterów jest zarysowana w bardzo delikatny sposób. Tak naprawdę po pierwszym tomie trudno powiedzieć, dokąd podąży rodzące się dopiero uczucie i jest to kolejny powód, dla którego tak bardzo pokochałam tę książkę.
Fabuła cały czas zaskakuje, nieustannie skręcając w nieoczekiwanym kierunku. Powieści towarzyszy też niezwykły, specyficzny klimat. Tahir równoważy opisy spieczonych słońcem równin z rozgrywającymi się na ich tle, znakomicie przelanymi na papier, walkami, intrygami i dramatami. A tych ostatnich nie brakuje, choć i w tym względzie autorka nie przesadziła. Problemy, z jakimi mierzą się bohaterowie, może nie dotykają nas na co dzień, ale i tak jawią się jako coś niezwykle realnego i prawdziwego.

Chociaż na tle wszystkich innych książek fantasy Imperium Ognia prezentuje się po prostu bardzo dobrze, to w porównaniu ze swoimi koleżankami z gatunku młodzieżówek wypada wręcz perfekcyjnie. Perełka dla wszystkich czytelników poszukujących wartkiej akcji, oryginalnego świata oraz bohaterów z krwi i kości. Coś dla siebie z pewnością odnajdą tu też wszyscy zmęczeni banalnymi, schematycznymi romansami. W moim odczuciu powieść w pełni zasługuje na ocenę 5+/6.

W podobnym klimacie...
(czyli wszystko - książka, serial, film - co spodoba się fanom recenzjowanej książki ;))
Ciekawi bohaterowie, porywająca akcja i motyw turnieju, który ma zaważyć na losach bohaterów - seria, o której większość polskiego internetu (w tym ja) dowiedziała się od Darii z Więcej Książków. Obie powieści łączy bardzo obrazowy sposób pisania, który nie nuży i pozwala sobie wszystko doskonale wyobrazić, nie spowalniając przy tym akcji.

Recenzja napisana dla portalu BookGeek
*Wszystkie cytaty pochodzą z "Imperium Ognia"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz