czwartek, 11 lutego 2016

7ReadUp - podsumowanie

Niby zima, a w powietrzu czuć już wiosnę, nie sądzicie?
Dzisiaj mam dla was (spóźnione) podsumowanie książkowego wyzwania od Marty z Secret Books, do którego TBR przygotowałam dla was ostatnio.
Nie przedłużając, oto co udało mi się przeczytać:

Tak jak zapowiadałam, na pierwszy ogień poszło Black Ice autorstwa Becci Fitzpatrick. Jak większość osób miałam już okazję zapoznać się z jej twórczością, przy okazji pierwszego tomu "Szeptem". W dużym skrócie? Meh. Dobrze się składa, że społeczność internetowa rozpowszechniła to słowo, bo pasuje do tej książki jak ulał.

Black Ice opowiada o Britt, dziewczynie, która wraz z najlepszą przyjaciółką Korbie postanawia spędzić wolny czas w dość nietypowy sposób - zamiast plaży i słońca na Hawajach wybiera wyprawę po górach. Na miejscu obie dziewczyny mają spotkać się z chłopakiem Korbie oraz Calvinem, jej bratem - tak się składa, że jednocześnie byłym Britt. Zamiast tego dziewczyny trafią w sam środek niebezpieczeństwa: zostaną jednocześnie przewodniczkami i zakładniczkami dwójki podejrzanych mężczyzn. Wiele wskazuje na to, że porywacze mogą być zamieszani w morderstwa młodych dziewczyn, które niedawno wstrząsnęły spokojną, górską okolicą.

Ranking plusów i minusów rozkłada się następująco:

+ Zimowa aura, którą rzeczywiście "czuło się" poprzez stronice książki - zwłaszcza w scenach, w których bohaterowie przebywają na zewnątrz, wystawieni na wiatr i śnieg. Brr.
+ Mason, przynajmniej na początku.
+ Muszę przyznać, że mimo niedorzeczności i dziwnych zachowań bohaterów naprawdę wciągnęłam się w historię (na zasadzie czytania po nocy, zadając sobie pytanie, dlaczego właściwie to robię - i obiecując sobie, że "jeszcze tylko jeden rozdział" ;))

- Bohaterowie, a raczej ich irracjonalne zachowanie. Paradoksalnie Britt nie jest tutaj najgorsza - a może po prostu prezentuje się nieźle na tle pozostałych postaci. Nie jest ich wiele, a jednak żadna nie wywołała we mnie silniejszych emocji - potencjał był, ale wyszło jak wyszło.
- Zachwiane proporcje thriller/romans, z szalą przeważoną w kierunku tego drugiego. Niby nie nastawiałam się na wybitnie mrożący krew w żyłach kryminał, ale jestem pewna, że historia sporo by zyskała dzięki lepszemu wyważeniu wątków.
- Intryga, którą trochę za łatwo można było przejrzeć.

Ocena? Zmarnowany potencjał. Te dwa słowa powinno się wydrukować na tylnej okładce zamiast rekomendacji. Jakieś 3/6, może z malutkim plusikiem.

https://media.giphy.com/media/2d400VBPJbxaU/giphy.gif

Kolejna książka, którą przeczytałam w ramach akcji to absolutnie zachwycająca, wspaniała, niesamowita Miniaturzystka Jessie Burton. Historia osadzona jest w Amsterdamie XVII wieku (no sami powiedzcie, ile czytaliście książek o Amsterdamie XVII wieku? :D). Osiemnastoletnia Petronella, świeżo upieczona mężatka, przeprowadziła się właśnie z rodzinnej wsi do tętniącego życiem miasta, gdzie zamieszkać ma ze swoim mężem - bogatym kupcem Johannesem. Na miejscu spotyka jednak wyjątkowo antypatyczną Marin (jak się okazuję, jej szwagierkę) oraz służbę o dość oryginalnym podejściu do nowej pani.

W porównaniu ze średnim Black Ice, powieść po prostu mnie oczarowała. Ale nie tylko - w trakcie lektury czułam całą gamę emocji: od zachwytu, przez niepokój po żal czy nawet rozpacz. 

Ocena? Tak jak wcześniej określiłam Miniaturzystkę książką kontrowersyjną i oryginalnie napisaną, tak teraz na myśl nasuwają mi się trzy określenia: niesamowicie piękna, niesamowicie niepokojąca i niesamowicie smutna. Więcej zdradzać nie będę - powieść Jessie Burton spodobała mi się tak bardzo, że na pewno doczeka się pełnej recenzji.

http://media.tumblr.com/187794cbdadae78b30e08e4c977879da/tumblr_inline_mowaq0qWKp1qz4rgp.gif 
https://media.giphy.com/media/fPdkVW7YELoKQ/giphy.gif 
Ostatnią książką, którą udało mi się przeczytać w minionym tygodniu jest Ocean na końcu drogi Neila Gaimana. To króciutka baśń dla dorosłych, którą połknąć można w jeden lub dwa wieczory, jednak w pamięci pozostaje na znacznie dłużej - i, paradoksalnie, głębsze refleksje mogą najść czytelnika dopiero po jakimś czasie od przewrócenia ostatniej strony.

Książka to właściwie opowieść narratora - dorosłego już mężczyzny, który wspomina lata swego dzieciństwa, a w szczególności przygody, które przeżył u boku trzech wyjątkowych kobiet na farmie Hempstocków. Młodość głównego bohatera to czas przesycony magią - prym wiodą prastare moce przebrane za demony dorosłości, potwory dnia powszedniego. Ten fantastyczny świat nakreślony jest tak wyraziście, że od samego początku nawet nie próbujemy poddać w wątpliwość jego istnienia. Przyjaźń i poświęcenie ściera się z niepokojącymi wydarzeniami, których zamieszani w nie dorośli zdają się nie dostrzegać. A może to tylko wyobraźnia samotnego dziecka, rozpaczliwie poszukującego jakieś przyczyny, dla której zaczynają burzyć się ideały jego dzieciństwa?

Chociaż Neil Gaiman to jeden z moich absolutnie ulubionych pisarzy, muszę przyznać, że początkowo towarzyszyły mi spore wątpliwości. Książkę czytało się naprawdę płynnie, z lekkością, a jednocześnie nieustannie czułam jakiś niedosyt. I rzeczywiście - w pełni doceniłam tą powieść dopiero po jej zakończeniu. Wtedy też zaczęłam uświadamiać sobie istnienie różnych smaczków, które ze względu na tempo czytania musiałam pominąć. W pewnym momencie dotarło na przykład do mnie, że przez całą książkę nie poznajemy imienia głównego bohatera! Brzmi nieprawdopodobnie, co? Im dłużej myślałam, tym więcej rzeczy układało się w mojej głowie, a jednocześnie tym więcej pytań się w niej pojawiało; historia przestała być zwykłą opowieścią o przyjaźni i poświęceniu, a stała się czymś znacznie bardziej rozbudowanym. Dawno już nie czytałam powieści tak niejednoznacznej, z takim ładunkiem niesamowitości. Początkowo zamierzałam przedstawić Ocean na końcu drogi w formie plusów i minusów, ale to chyba niemożliwe. Dlatego, podobnie jak Miniaturzystka Gaiman doczeka się normalnej recenzji - zresztą, mam w planach zrecenzowanie jak największej ilości jego książek. 

Ocena? Zapadająca w pamięć. I nie wiem, jak to możliwe, że wcześniej nie dostrzegłam jak niesamowicie piękną okładkę ma ta książka. Napatrzeć się nie można.

https://media.giphy.com/media/14urMYvFxIKEms/giphy.gif

Tak prezentuje się podsumowanie 7ReadUp. Nie przeczytałam wszystkich zaplanowanych książek, ale cieszę się z tych trzech (zwłaszcza, że dwie z nich były naprawdę wspaniałe). Mierzyłam, i udało mi się osiągnąć planowe siedem centymetrów - czyli pełen sukces! :)
Jak wam poszedł czytelniczy maraton? Koniecznie pochwalcie się tym w komentarzach :) Dajcie też znać, które z wybranych przeze mnie książek przeczytaliście i co o nich sądzicie.

8 komentarzy:

  1. No więc tak: Z wymieniionych czytałam tylko Black Ice, więc na początek kilka słów o niej. Bardzo słaba. Bardzo ale to bardzo... Jak napisałaś, można było fabułę i jej rozwój od początku przewidzieć, bohaterowie byli słabi i tendencja: bardziej romans niż thriller mnie osobiście odrzuciła. Więc po Szeptem, spodziewałam się czegoś lepszego, chociaż Szeptem nie skończyłam, ale jednak - czegoś lepszego.
    Miniaturzystka mnie zaintrygowała, więc postaram się sięgnąć w najbliższym czasie :D
    Neil Gaiman to nie moja bajka, już dawno do tego doszłam, więc nie będę sięgać po jego inne powieści ;)
    Mi, jak już pewnie wiesz, poszło całkiem słabo w 7readup, bo tylko jedna zaplanowana książka, ale za to inne bardzo dobre :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czyli nie tylko ja zawiodłam się na Black Ice. I właśnie, bo nie powiedziałaś w końcu jaką książkę przeczytałaś na 7ReadUp :P

      Usuń
  2. Z wymienionych czytałam tylko ocean, który mnie zachwycił. Miałam wkrótce zabrac sie za black ice ale ciagle odkładam
    Pozdrawiam,
    Szumiabooki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam to samo z Black Ice, ale w sumie nie było się do czego śpieszyć :P

      Usuń
  3. Black Ice podobało mi się nie powiedziałbym, że to zmarnowany potencjał. Może podobała mi się ta książka dlatego, że "Szeptem" było tak okropne, że nie miałam serca dalej ciągnąć tej sagi.
    Buziaki :*
    Książkowy duet

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co osoba to inny gust - szanuję opinię :) A "Szeptem" czytałam tak dawno temu, że pamiętam z niej chyba tylko... okładkę i ładną czcionkę :D (chyba nawet taką samą jak w Black Ice). Plus jakieś pojedyncze obrazki, ale to były czasy zmierzchopodobnych, więc trudno ocenić obiektywnie.

      Usuń
  4. Ja w tym miesiącu przeczytałam zakupione przeze mnie jakiś czas temu baśnie japońskie :D Przeczytałam też "Nigdziebądź" Neila Gaimana. Serdecznie polecam!
    Pozdrawiam
    http://welcome-to-my-little-big-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, baśnie japońskie, zazdroszczę! *.* Nigdziebądź czytałam i uwielbiam. Kiedyś pewnie pojawi się recenzja :)

      Usuń