środa, 9 marca 2016

"Każda kobieta architektem własnego losu" - recenzja Miniaturzystki

Właściwie notka powinna pojawić się wczoraj, ale lepszy spóźniony Dzień Kobiet niż żaden, prawda? ;) Dziś mam dla was obiecaną recenzję powieści wprost idealnej na ósmego marca, na której kartach spotkamy całą galerię niezwykle silnych bohaterek. Przed wami smutna, piękna, niepokojąca (i przecudownie wydana) "Miniaturzystka".
Tytuł: Miniaturzystka
Autor: Jessie Burton
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Historia osadzona jest w Amsterdamie XVII wieku. Osiemnastoletnia Petronella, świeżo upieczona mężatka, przeprowadziła się właśnie z rodzinnej wsi do tętniącego życiem miasta, gdzie zamieszkać ma ze swoim mężem - bogatym kupcem Johannesem. Na miejscu spotyka jednak wyjątkowo antypatyczną Marin (jak się okazuję, jej szwagierkę) oraz służbę o dość oryginalnym podejściu do nowej pani. Życie małżeńskie znacząco odbiega od oczekiwań młodej dziewczyny. Wkrótce po przybyciu Nella zaczyna uświadamiać sobie, że w hermetycznej grupie mieszkańców rezydencji nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Wraz z pojawieniem się w życiu bohaterów ślubnego prezentu Petronelli - dokładnej repliki domostwa ofiarowanej jej przez Johannesa - na jaw zaczynają wychodzić starannie skrywane, mroczne tajemnice posiadłości. Ale czy przedmioty mogą mieć realny wpływ na ludzkie istnienia?


Jak zapewne wiecie, powieść wprost zawładnęła moim sercem. Już po lekturze pierwszego rozdziału uwagę niewątpliwie przykuwa język, jakim posłużyła się autorka. Podołanie narracji w trzeciej osobie czasu teraźniejszego to wyzwanie dla pisarza, lecz zabieg ten - zastosowany umiejętnie - może dać naprawdę niesamowity efekt. Tak właśnie było w przypadku "Minaturzystki": czytelnik dosłownie czuje się, jakby był naocznym świadkiem wydarzeń, jakby wszystko działo się dokładnie w momencie, w którym czyta poszczególne zdania i przekręca kartki. Autorka buduje niepowtarzalny klimat, atmosferę oczekiwania; w końcu, tak samo jak narrator i opisywani przez niego bohaterowie, nie mamy pojęcia, co się wydarzy za chwilę. Chociaż recenzowana powieść jest pierwszą w dorobku Jessie Burton, czytelnik nie odczuje, że ma do czynienia z debiutem - technicznie całość wypadła po prostu rewelacyjnie, a oryginalna, malownicza narracja sprawia, że trudno oderwać się od lektury.
Wszyscy przez lata tkwimy w niewidzialnych klatkach, których pręty zrobione są ze zbrodniczej obłudy.
"Miniaturzystka" jest wprost naszpikowana sekretami i niedomówieniami, jednak fabuła nie staje się przez to zagmatwana; wszystkie tajemnice odkrywamy (lub nie) stopniowo, a rzucane po drodze wskazówki mogą pomóc w samodzielnym zrozumieniu pewnych kwestii zanim jeszcze poznamy ich rozwiązanie. Właśnie te półsłówka, niepełne prawdy albo powiedziane w dobrej intencji kłamstwa stanowią sedno powieści; hipokryzja i gra pozorów są na porządku dziennym w świecie siedemnastowiecznych amsterdamczyków. Co zaskakujące, właśnie ta hipokryzja staje się głównym bohaterem powieści, a wątek społeczny pozostaje równie ważny co tajemnica tytułowej Miniaturzystki. Przez karty powieści przewija się wiele kontrowersyjnych (również w dzisiejszych czasach) tematów, co w połączeniu z czasem trudnymi do zrozumienia wątkami obyczajowymi, mocno osadzonymi w opisywanych realiach, czyni z powieści Jessie Burton pozycję skierowaną raczej do dorosłych i starszej młodzieży. Trzeba jednak przyznać, że autorka naprawdę się postarała - momentami trudno uwierzyć, że książka tak wiernie oddająca minioną epokę została napisana współcześnie.
Problem w tym, panowie i panie, że ci, którzy nie mają horyzontów, pragną zniszczyć nasze.
Czym jednak byłaby dobrze skonstruowana fabuła bez bohaterów? Tak jak wspomniałam na początku, w powieści paradoksalnie pierwsze skrzypce grają kobiety; paradoksalnie, bo w tamtych czasach panie nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Jednak w posiadłości Johannesa, wokół której koncentruje się akcja, nic nie jest takie, jakim wydaje się z zewnątrz. Jessie Burton stworzyła interesujące, dopracowane portrety kobiet. Spotkamy tu przede wszystkim Petronellę, delikatną i wrażliwą, a jednak potrafiącą wykazać się niesamowitą siłą; spotkamy tu  służącą Cornelię, pracowitą, a przy tym niezależną i gotową na wszystko, by chronić swoich bliskich; wreszcie spotkamy Marin - chłodną i opanowaną siostrę Johannesa, perfekcyjnie odgrywającą rolę pani domu, o harcie ducha i osobowości silniejszej niż u niejednego mężczyzny, a której plany i marzenia dalece wykraczają poza niewielkie możliwości kobiety siedemnastego wieku. Na kartach powieści pojawia się znacznie więcej bohaterów, stanowiących doskonałą charakterystykę ówczesnego społeczeństwo. Dzięki różnorodnym postaciom "Miniaturzystka" z opowieści o kobietach staje się historią pojmowanych w każdym znaczeniu mniejszości, próbujących odnaleźć swoją drogę w świecie rządzonym przez konwenanse. 

Mimo tego jak bardzo podobała mi się "Miniatrzystka", w pewnym sensie nie potrafiłam "wgryźć się" w tę powieść - przez cały czas czułam się obserwatorem, ale nie uczestnikiem przedstawionych wydarzeń. Wydaje mi się, że to po prostu piętno powieści oscylujących wokół tajemnicy, które do samego końca igrają z czytelnikiem. Z pewnością nie jest to też pozycja dla osób lubujących się w zakończeniach zamkniętych, ostatecznych - a to właśnie niedomówienia wygrywają melodię, dzięki którym powieść Jessie Burton gra; realizm magiczny wprowadzony przez tytułową bohaterkę nadaje historii smaku, niejako osładzając gorycz przesłania, które wyłania się spomiędzy stronic. To nie jest przyjemna opowiastka o czarodziejskim domku z magicznymi figurkami, lecz nieznośnie smutny komentarz na temat  opisywanego świata - świata, w którym zwycięzcą zostawał najlepszy kłamca. Choć autorka niczego nie mówi wprost, niewątpliwie zmusza czytelnika do refleksji nad samym sobą - a może i otoczeniem, w którym żyje. Wystawiam zasłużone 5+/6.

14 komentarzy:

  1. Całkiem ciekawa pozycja, postaram się wkrótce przeczytać. Szczególnie zaciekawiło mnie przedstawienie kobiet
    Pozdrawiam,
    SzumiąBooki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i jeszcze raz polecam :D

      Usuń
  2. Muszę przyznać, że okładka tej książki jest genialna :D. Co do samej fabuły, lekko przypomina mi książkę Barbary Wood "Przeklnij ten dom", która bardzo przypadła mi do gustu. W przypadku "Miniaturzystki" trochę nie podoba mi się czas akcji. XVII wiek? Yyy, to nie jest mój ulubiony okres w historii.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam książki o której piszesz, ale przyznam, że mnie zaintrygowałaś ;). Co do XVII wieku - też nie byłam przekonana, wcześniej nie czytałam niczego osadzonego w tym okresie, ale tym lepiej, trzeba próbować nowych rzeczy :D

      Usuń
  3. Okładka mi się bardzo podoba :) Całkiem zaciekawiła mnie ta pozycja :3
    Świetna recenzja :*
    Obserwuję i pozdrawiam :)
    W wolnej chwili zapraszam do mnie:
    http://zatraconawlepszymswiecie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :3
      Tak, okładka i w ogóle całe wydanie tej książki jest po prostu niesamowite :D

      Usuń
  4. Już Ci pisałam, że będę musiała sięgnąć i oczywiście, że sięgnę :D Na początku powieść w ogóle mnie nie przekonywała, była to kolejna jakaś tam książka... Ale jednak przekonałaś mnie! Sięgnę zdecydowanie i dam ci potem znać co czuję :D

    https://kulturalnaszafa.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo się cieszę :3 Myślę, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  5. Chyba zakochałam się w tej książce chociaż jeszcze jej nie czytałam. Kocham takie powieści! ♥ Z całą pewnością po nią sięgnę, najlepiej jak najszybciej ♥ Cieplutko pozdrawiam :) impresjalnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawiedziesz się :3 To w takim razie czekam na recenzję, jestem bardzo ciekawa Twoich odczuć po lekturze :D

      Usuń
  6. Uwielbiam tę książkę i polecam każdemu :) Niby zwykła historia, ale autorka porusza w niej istotne nawet obecnie, problemy.
    Pozdrawiam + obserwuję ;)
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - niby nic takiego, a jednak zmusza do myślenia :)

      Usuń
  7. Ale ja chcę przeczytać tę książkę *,* Okładka mnie oczarowała, a Twoja recenzja upewniła,że muszę zarezerwować jej miejsce na półce *,*

    Pozdrawiam,
    Cmentarz Zapomnianych Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się zachęcić do lektury :D A co do półek - książka naprawdę cudownie się prezentuje :)

      Usuń