poniedziałek, 14 marca 2016

"Mity to w istocie opowieści o prawdzie, o której zapomnieliśmy" - recenzja Miecza Lata

Hej, hej :) Dzisiaj przybywam do was z recenzją napisaną dla portalu BookGeek (do którego odwiedzenia oczywiście was zapraszam :P). Tym razem na tapetę wędruje nowa powieść od Ricka Riordana, znanego przede wszystkim z cyklu o Bogach Olimpijskich.

Tytuł: Miecz Lata
Autor: Rick Riordan
Cykl: Magnus Chase i Bogowie Asgardu
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 520
Wydawnictwo: Galeria Książki

Obdarzony wyjątkowymi mocami i sarkastycznym poczuciem humoru chłopak, pomiatająca nim przyjaciółka i cały wachlarz mitycznych bóstw sprowadzających na nasz świat kolejnych herosów… to znaczy, półbogów. Rick Riordan, proszę państwa, tym razem podany po skandynawsku.

Pomimo całej mojej sympatii do autora, lektura Miecza Lata wcale nie była taka przyjemna, jak mogłoby się wydawać – a wszystko przez to, co rzuca się w oczy już po przeczytaniu szczątkowego opisu powyżej: schemat, schemat i jeszcze raz schemat. Podobnie jak w serii o bogach greckich, która przyniosła Riordanowi największą chyba popularność, po raz kolejny mamy do czynienia z pyskatym chłopcem wychowywanym przez mamę, żyjącym w błogiej nieświadomości na temat tego, kto jest jego ojcem (po którym, oczywiście, odziedziczył jakieś specjalne umiejętności); pojawi się również miejsce zrzeszające ludzi podobnych do głównego bohatera – tym razem jest to Wallhalla, asgardzkie zaświaty, w pewien przewrotny sposób przypominające Obóz Herosów. Czyżby autorowi skończyły się pomysły?
 
Już z pierwszego rozdziału możemy wywnioskować, że będzie wesoło. Szczęśliwie autor nie zrezygnował z lekkiego klimatu i potocznego języka; choć zdarzają się poważniejsze momenty, zostały one doskonale wyważone, dzięki czemu książka ani na chwilę nie staje się patetyczna. Sarkastyczny, czasem nawet i czarny humor splata się z pędzącą akcją, dzięki czemu czytelnik nie będzie się nudził. Szybkie, narzucone w drugiej połowie tempo wynagradza nużący początek. Dodatkowo praktycznie każdy rozdział kończy się swego rodzaju momentem zwrotnym, jeszcze bardziej napędzającym prędkość następujących po sobie wydarzeń. Niestety, tu też Riordanowi nie udało się ustrzec przed piętnem schematyczności, wiszącym jak kat nad Mieczem Lata: bohaterowie, tak jak to było w Złodzieju Pioruna, przemieszczają się z punktu A do punktu B, co jakiś czas napotykając na swojej drodze mniej lub bardziej epizodyczne postaci, które wskazują naszej załodze kierunek albo jeszcze bardziej komplikują sytuacje. W ogóle mam wrażenie, że te książki idealnie nadają się na scenariusz filmu albo gry komputerowej – pierwszy tom przygód Magnusa dosłownie wypełniony jest pościgami, walkami, podchodami i realizowaniem różnego rodzaju zadań w drodze do osiągnięcia głównego celu. Taki zabieg sprawia, że powieść rzeczywiście wciąga, a jej lektura może stać się niezłą zabawą nawet dla tych, którzy za słowem pisanym nie przepadają.
Junior prychnął.
- Chodzi o to, że ten sznur jest jeszcze lepszy! Nazwałem go Andskoti, Przeciwnik. Został utkany z najpotężniejszych paradoksów w dziewięciu światach: z wi-fi bez lagów, szczerości polityka, drukarki, która drukuje, zdrowej żywności przygotowanej na głębokim tłuszczu oraz interesującej książki do gramatyki !
Sam Magnus początkowo nie wzbudził mojej sympatii – ot, podrasowany, jeszcze bardziej sarkastyczny Percy wyposażony w tragiczną przeszłość w postaci śmierci matki i umiejętności przetrwania na ulicy. Z czasem udało mi się go jednak polubić. Podobnie było z Samirą – jej siła, pewność siebie i specyficzny stosunek do głównego bohatera nasuwają oczywiste skojarzenia z inną protagonistką wykreowaną przez Riordana. Również ona zyskuje przy bliższym poznaniu (przy okazji: duży plus dla autora za uczynienie muzułmanki jedną z postaci pierwszoplanowych), udowadniając, że jest kimś więcej niż tylko „tutejszą” wersją Annabeth – a skoro już o córce Ateny mowa, ona także pojawi się na kartach powieści (pamiętacie kuzyna, o którym dziewczyna wspomniała któregoś razu? To właśnie Magnus), bowiem wydarzenia obu serii dzieją się w jednym uniwersum. Ale jak to, bogowie greccy i nordyccy w jednym świecie? Owszem – i nie jest to wcale tak dziwaczne, jak mogłoby się wydawać. Autor sprytnie pokazuje, że różne wierzenia przenikają się, a w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy. Mimo obecności Annabeth, książkę spokojnie można czytać jak oddzielną historię, bez znajomości historii Percy’ego. Oprócz bardzo udanego duetu w postaci Magnusa i Sam (po raz kolejny – czapki z głów za nie wykorzystanie ich znajomości jako pretekstu dla stworzenia wątku miłosnego, który w Mieczu Lata de facto nie występuje), czeka na nas cały wachlarz bohaterów: od ludzi, przez krasnoludy i elfy, po bogów i półbogów. Trzeba przyznać, że Riordan ma dryg do tworzenia może nie przesadnie głębokich czy charakterologicznie dopracowanych, ale z pewnością ciekawych, sympatycznych bohaterów – z rodzaju tych, z którymi bez chwili zastanowienia wyruszyłabym na spontaniczne wakacje albo przygodę życia. Na pierwszy plan tej zróżnicowanej ekipy wysuwa się przeurocza dwójka: Hearth i Blitz, sprawujący opiekę nad głównym bohaterem, kiedy ten żył na ulicy. To właśnie oni sprawili, że mimo początkowych dłużyzn i powtarzalności nie porzuciłam lektury.
- Możesz zmienić się w coś mniejszego? - zapytałem miecz. - Najlepiej nie w łańcuch, bo nie jesteśmy już w latach 90. (...) Coś, co mieści się w kieszeni i nie rzuca w oczy. Co powiesz na długopis?
Miecz pulsował, jakby się śmiał. Wyobrażałem sobie, że mówi: "Miecz jako długopis. To najgłupszy pomysł, jaki kiedykolwiek słyszałem".
Lekkość pióra Riordana, główny bohater obdarzony nieprzeciętną inteligencją i ciętym językiem, silna kobieca postać, cała galeria ciekawych bohaterów i praktycznie brak wątku miłosnego – przepis na młodzieżówkę idealną, zdawałoby się. Mimo to, z jakiegoś powodu Miecz Lata nie zawładnął moim sercem tak, jak zrobił to chociażby Złodziej Pioruna. Absolutnie nie chcę mówić, że Riordan się skończył albo popsuł – wręcz przeciwnie; warsztatowo jest świetnie i widać, że autor zrobił prawdziwe postępy w porównaniu z początkami serii o bogach olimpijskich. Myślę, że największą wadą powieści jest pewna schematyczność, która wkradła się podczas tworzenia świata przedstawionego. Im bardziej zagłębiamy się w powieść, tym więcej różnic pomiędzy seriami dostrzegamy, lecz początek może iść bardzo opornie – zwłaszcza, jeśli mamy w pamięci, wspomniany już, pierwszy tom Percy’ego Jacksona. Trudno wystawić mi jednoznaczną opinię; początkowo miałam ochotę dać powieści tróję z minusem, pod koniec myślałam już o mocnej czwórce – 3+/6 wydaje się więc sprawiedliwym wyrokiem.

Recenzja napisana dla portalu BookGeek.

8 komentarzy:

  1. Jak przeczytałam opis fabuły, to mnie też ta historia wydała się bardzo schematyczna :/ Chyba nie interesują mnie już tego typu powieści, więc raczej po nią nie siędnę XD
    Ps. Podoba mi się ten pomysł z podkreślaniem najważniejszych informacji pogrubioną czcionką :) Niby drobna rzecz, a przyciąga uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem ;) To taki zabijacz czasu - nie najwyższych lotów, ale zjadliwy :P

      Usuń
  2. Mi styl pisania pana Riordana strasznie nie przypadł do gustu, ale sama książka wydała mi się dość oryginalna, aż do czasu gdy przeczytałam tę recenzje. Na pewno nie sięgnę po tę powieść, nienawidzę schematyczności. Cieplutko pozdrawiam ♥ impresjalnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam właśnie odwrotnie - styl był całkiem przyjemny i zabawny, ale niestety schematy zabiły przyjemność z czytania. To, co książkę ratuje, to chyba tylko bohaterowie i brak wątku miłosnego ;)

      Usuń
  3. ookami :D tu Rupert Grinn autor Twórców ;) jeśli chciałabyś otrzymać egzemplarz recenzencki w wersji ebook napisz proszę na email: kuba219@op.pl, a jeszcze lepiej jakbyś weszła tu: https://www.facebook.com/rupertgrinn123/?ref=aymt_homepage_panel i wysłała mi wiadomość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mówiłaś, że ci się nie podobała już od początku :D Zdecydowanie: nie sięgnę! Huehue

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno już nie męczyłam tyle książki XD Chociaż rozkręciła się później, trzeba przyznać

      Usuń
  5. Pierwszy raz słyszę o tej książce...Nominowałam Cię do Unpopular Opinions BOOK TAG. Więcej informacji tutaj http://cudowneksiazki.blogspot.com/2016/03/unpopular-opinions-book-tag.html
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń