wtorek, 29 marca 2016

"Zbyt mocno chciałam żyć" - recenzja Co ze mnie zostało

Dwie dusze, jedno ciało i śmiertelnie niebezpieczny sekret. Brzmi znajomo? Może i tak - ale tym razem temat ugryziono z zupełnie innej strony ;).

Tytuł: Co ze mnie zostało
Autor: Kat Zhang
Cykl: Kroniki Hybrydy
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc

Co ze mnie zostalo_okladkaEva i Addie żyją w świecie, który z pozoru przypomina naszą rzeczywistość – ludzie zamieszkujący karty powieści Kat Zhang, podobnie jak my, nie muszą obawiać się ataku kosmitów ani walczyć z krwiożerczymi mutantami. Główne bohaterki zmagają się z typowymi problemami dnia codziennego, a raczej… robi to tylko jedna z nich. Podczas gdy Addie chodzi do szkoły, odrabia lekcje i spotyka się z przyjaciółmi, Eva pozostaje bierną obserwatorką – duszą recesywną, zamkniętą we wspólnym ciele; świadomą, lecz niezdolną do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Dziewczynki są hybrydą – wybrykiem natury; genetycznym błędem, który zdaniem rządu należy wyeliminować ze społeczeństwa. W Ameryce Addie i Evy, której historia potoczyła się zupełnie inaczej niż w naszej rzeczywistości, nie ma miejsca dla ludzi takich jak one, a istnienie duszy recesywnej musi pozostać tajemnicą. Ale jak długo można utrzymać się tak wielki sekret? I czy rzeczywiście powinien on sekretem pozostać? 

 

Ten, kto sięgając po książkę Zhang spodziewał się stron wypełnionych po brzegi wybuchami, pościgami i porywającymi walkami, będzie zawiedziony. Opowieść płynie swoim własnym tempem, co dla niektórych czytelników może okazać się nużące. Chociaż historii nie można zarzucić braku dramatyzmu, zdarzają się momenty słabsze, w których akcja wyraźnie zwalnia. To podstawowy i w zasadzie jedyny poważny zarzut, który można postawić książce. Trudno się jednak dziwić: to dopiera pierwsza część cyklu Kronik Hybryd, wprowadzająca czytelnika w cały ten podobny, a jednak odmienny, alternatywny świat. Autorka nie rzuca czytelnika na głęboką wodę: realia poznajemy stopniowo, krok po kroku poszerzając wiedzę na temat historii i aktualnych problemów. Trzeba przyznać, że Kat Zhang wykreowała intrygującą rzeczywistość, przy okazji pozostawiając sobie spore pole do popisu. Pierwszy tom nie odpowiada na wiele nasuwających się w trakcie lektury pytań, a na odkrycie wszystkich tajemnic będziemy musieli jeszcze poczekać.
"Addie i ja urodziłyśmy się w tym samym ciele, z widmowymi palcami naszej duszy splecionymi jeszcze zanim zaczerpnęłyśmy pierwszego oddechu"
Nie jest też tak, że w powieści nic się nie dzieje. Znajdziemy tu elementy planowania i obmyślania strategii, pościgów a nawet walki, ale nie da się ukryć, że żadne z nich nie wysuwa się na pierwszy plan. Co ze mnie zostało usatysfakcjonuje przede wszystkim tych, którzy w powieści szukają prawdziwych emocji, realnie przedstawionych dramatów i przemyślanych bohaterów – a to elementy, na które zawsze zwracam największą uwagę. Zarówno Eva jak i Addie to postaci świetnie skonstruowane. Ich fenomenalnie napisana relacja pod wieloma względami przypomina tą łączącą bliźniaczki, ale jest jeszcze silniejsza: przepełniona skrajnymi emocjami i bezgraniczną miłością. I chociaż obie dusze łączy wspólne ciało wyraźnie widać, że zamieszkują je dwie, odrębne osoby, każda z własnymi pragnieniami, obawami i osobowościami. Jeśli chodzi o postaci poboczne, siłą rzeczy zostały one potraktowane trochę po macoszemu, jednak każdy z bohaterów posiada pewien charakterystyczny rys nakreślony wystarczająco wyraziście, by w całej tej plejadzie czytelnik się nie pogubił. Relacje rozwijają się stopniowo, a wątek romansowy pozostaje tam, gdzie jego miejsce – w tle ważniejszych wydarzeń, poprowadzony tak niewinnie i naturalnie, że trudno jest myśleć o nim inaczej niż z  sympatią.

Tym, co w historii ujęło mnie szczególnie, był sposób jej opowiedzenia. Pierwszoosobowa narracja sprawia, że choć na otaczający świat patrzymy oczami dominującej Addie, to właśnie recesywna, uwięziona we własnym ciele Eva opowiada całą historię. Dzięki takiemu zabiegowi możemy w pełni zrozumieć tragedię hybryd i całą gamę emocji towarzyszących obu bohaterkom: od strachu i niepewności po determinację i nadzieję. Wszystko to zostało wyrażone stosunkowo prostym, lecz barwnym, trafiającym do serca językiem. Autorka nie sili się na wyszukane, pełne patosu określenia, które mogłyby niepotrzebnie skomplikować i osłabić główny przekaz powieści. Zamiast przydługich opisów otoczenia koncentruje się na przeżyciach wewnętrznych i emocjach, co biorąc pod uwagę charakter opowieści wydaje się najwłaściwsze i jak najbardziej naturalne.
"Chciałam zniknąć. Wślizgnąć się w nicość, którą odkryłyśmy, gdy miałyśmy trzynaście lat (...). Ale nie mogłam. Teraz miałam zbyt wiele do stracenia"
Na samej górze tylnej części okładki możemy przeczytać, że spojrzenie na problematykę dwóch dusz uwięzionych w jednym ciele zaproponowane w książce jest „niezwykle oryginalne”. Przekonuje nas o tym nie kto inny jak Lisa Price, autorka popularnej duologii oscylującej w podobnej tematyce co książka Zhang, która z kolei budziła wśród czytelników skojarzenia z Intruzem Stephanie Meyer. To podobieństwo od początku było przyczyną mojego niepokoju, który towarzyszył mi przed lekturą. Na szczęście, okazał się być nieuzasadniony. Chociaż cechy wspólne wszystkich tych pozycji widać gołym okiem, Co ze mnie zostało nie podąża żadnym ze szlaków utartych przez poprzedniczki. Autorka proponuje nowe, świeże spojrzenie na, wydawałoby się, oklepany temat. Wizja Zhang rzeczywiście jest nie tylko niebanalna, ale też poruszająca i świetnie napisana, a towarzyszące opowieści emocje sprawią, że czytelnik przymknie oko na nierówno poprowadzoną akcję. Moja ocena to 5/6.

Recenzja napisana dla portalu BookGeek

2 komentarze:

  1. O :D Nie wiedziałam, że pisałaś recenzje Co ze mnie zostało :D Powieść mi sie podobała, była trochę za statyczna ale jednak coś wciągającego w sobie miała, więc nawet byłam zadowolona z czytania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pisałam :P Statyczna to dobre słowo. Rzeczywiście troszkę mi w niej czegoś zabrakło, a z drugiej strony była taka... ciepła :). I na tle innych młodzieżówek wypada oryginalnie.

      Usuń