niedziela, 15 maja 2016

"Co tutaj robisz, ryzykując swoje człowieczeństwo?" - recenzja Nieludzi

Hop hop! Na początek muszę was bardzo przeprosić za przerwę w pisaniu (chociaż, jak tak patrzę na inne blogi, to nie jestem jedyna - wielu z nas przeżywa teraz kryzys związany z egzaminami/zaliczeniami/nauką/innymi obowiązkami, dlatego wszyscy czujmy się usprawiedliwieni :3). Dzisiaj mam dla was recenzję książki, którą przeczytałam jeszcze w marcu, ale przez nawał różnego rodzaju zajęć nie miałam czasu (ani miejsca w harmonogramie) na napisanie recenzji. Mowa o Nieludziach, czyli moim pierwszym spotkaniu z Kat Falls.

Tytuł: Nieludzie
Autor: Kat Falls
Cykl: Fetch
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 364
Wydawnictwo: Uroboros (Grupa Wydawnicza Foksal)

http://s.lubimyczytac.pl/upload/books/248000/248661/363724-352x500.jpgW wyniku katastrofy biologicznej tereny na wschód od Missisipi zostały opuszczone. Dzika Strefa to miejsce zainfekowane przez wirus, który zamienił miliony ludzi w krwiożercze bestie. Przebywanie na tym terenie jest śmiertelnie niebezpieczne. Lane McEvoy nie potrafi sobie wyobrazić, po co w ogóle ktoś miałby próbować się tam dostać, skoro życie na zachodzie kraju jest bezpieczne i wygodne, dokładnie takie, jak Lane lubi. Jednak niespodziewanie dziewczyna dowiaduje się, że bliska jej osoba przekroczyła mur odgradzający skażony teren i znalazła się w Dzikiej Strefie. Lane wyrusza na wschód, zupełnie nieprzygotowana na to, co znajdzie w ruinach cywilizacji… /źródło: bookgeek.pl

Każdy, nawet najbardziej zagorzały fan dystopii, w którymś momencie zaczyna odczuwać zmęczenie gatunkiem. Przesyt powieści o zombie, końcu świata albo biologicznej katastrofie sprawia, że coraz uważniej dobieramy kolejne lektury. Sięgając po daną powieść zadajemy sobie pytania. Co odróżnia tą pozycję od innych? Dlaczego powinienem wybrać właśnie X, a nie Y? I wreszcie: czy ta książka rzeczywiście wniesie coś do mojego życia, czy pozostanie kolejnym miksem schematów i dobrze znanych sytuacji, o którym zapomnę za miesiąc lub dwa? Z takim właśnie nastawieniem podchodziłam do najnowszej serii od Kat Falls. I wiecie co? Chyba nigdy nie przestanie mnie dziwić dlaczego tryumfy święcą, że wyrażę się kolokwialnie, gnioty, a naprawdę dobre książki pozostają w cieniu. Nadal, prawie dwa miesiące po zakończeniu lektury, nie umiem zrozumieć czemu Nieludzie są tak boleśnie niedocenieni.
"A kiedy martwisz się o kogoś, kogo kochasz, nie obchodzi cię zdrowie innych. Czasami nawet twoje własne"
Jak nietrudno się domyślić, książka niesamowicie przypadła mi do gustu. Mimo wielu poprzedzających lekturę obaw i nieco nużącego początku (a właściwie kilkunastu pierwszych stron, na których akcja nieudolnie próbowała się rozkręcić), absolutnie nie żałuję, że przeczytałam Nieludzi. To prawda - książka nie zaskakuje oryginalnością, a przynajmniej nie dzieje się tak na początku; otrzymujemy miks znanych z innych dystopii elementów, takich jak mur odgradzający "czystą" ludzkość od tej "skażonej", tajemnicze i nie do końca pojęte mutacje, obowiązkowy terror wprowadzony przez rząd i wojsko oraz, jakżeby inaczej, klasyczny trójkąt miłosny z zagubioną bohaterką i dwoma przystojniakami. Brzmi do bólu znajomo. Ale! Kat Falls dokonała czegoś, co nie do końca pojęłam, bo pomimo tego, że historia podąża bezpiecznymi, utartymi szlakami, to i tak kompletnie uległam jej czarowi. Jak to się stało?

Po pierwsze - nie zwalniająca akcja i ciekawa fabuła. To naprawdę niesamowite, jak po raczej nudnym początku wydarzenia przyspieszają, nie zostawiając chwili na oddech. Co do samego pomysłu na historię - nie mamy tu do czynienia z klasycznymi zombie, ale zwierzoludźmi, których wygląd i zachowanie różni się w zależności od gatunku wirusa, jakim zostali zainfekowani. Zarażeni nie od razu stają się bezmyślnymi bestiami rządnymi krwi niewinnych ofiar; choroba postępuje stopniowo, wręcz subtelnie, co dało autorce możliwość postawienia kilku istotnych, można nawet fundamentalnych pytań - między innymi o to, gdzie kończy się człowieczeństwo i czy "prawdziwi" ludzie naprawdę postępują w sposób humanitarny. Trzeba przyznać, że Kat Falls całkiem zgrabnie połączyła elementy filozoficznych rozważań i oryginalnego pomysłu, kreując interesujący świat z ogromnym potencjałem. Gigantyczny plus autorka otrzymuje ode mnie za brak dłużyzn w postaci emocjonalnych rozważań Lane. Oczywiście, pojawia się nieodzowny konflikt wewnętrzny związany z wyborem Tego Jedynego, ale dziewczyna oszczędza nam ciągłego analizowania wad i zalet kandydatów.
"- Co? - zapytałam. - W Chicago jest wielu dzikich?
- Owszem, ale z tego, co słyszałem, gorsi są tam ludzie"
Tu pojawia się powód numer dwa - bohaterowie. Na pierwszy plan wysuwa się nasza ukochana trójca. Lane, jako protagonistka, naprawdę daje radę. Początkowo zachowywała się jak przysłowiowa Sierotka Marysia, ale z drugiej strony z pewnością nie można jej nazwać szarą myszką - bardzo szybko przejmuje inicjatywę i podejmuje działania, (przeważnie) nie będąc przy tym irytującą. Jeśli chodzi o panów, na kartach książki poznamy Eversona (lojalnego, odważnego żołnierza o niezwykle ciepłej osobowości) oraz Rafe'a (kompletne przeciwieństwo tego pierwszego, sarkastyczny, bezczelny ulubieniec fandomu o złotym sercu). Pisarki tworzące powieści młodzieżowe zazwyczaj bardzo się starają, żebyśmy polubili te brzydsze dwie trzecie trójkąta. Nieludzie nie są wyjątkiem - zakochałam się w obu adoratorach Lane i na jej miejscu naprawdę nie umiałabym się zdecydować (chociaż moje serduszko trochę mocniej zabiło do Eversona, co jest dość nietypowym wyborem - może po prostu przejedli mi się bad boye?). Trzeba przyznać, że postaci są wykreowane naprawdę dobrze; czasem irytują, ale w ogólnym rozrachunku potrafią myśleć i brać odpowiedzialność za swoje czyny (a także towarzyszące tym czynom konsekwencje). I wreszcie, po trzecie - emocje. Książka niesie ze sobą ogromny ładunek różnego rodzaju uczuć, których czytelnik dozna na własnej skórze - i wcale nie mam na myśli miłosnych uniesień i robienia maślanych oczu do Eversona czy Rafe'a. Nie ma tak łatwo! W trakcie lektury będziemy musieli się zmierzyć z poczuciem straty, osamotnienia, nadziei pojawiającej się tylko po to, by zaraz zgasnąć. Wydawałoby się, że mamy z tym do czynienia w każdej dystopii, ale w przypadku Nieludzi szczególnie mocno mnie to ujęło
"Bezpieczeństwo i szczęście nie zawsze idą w parze"
Żeby nie było - powieść Kat Falls nie jest pozbawiona minusów. Moim podstawowym zarzutem jest dość debiutancki język (co dziwi, biorąc pod uwagę fakt, że wcale nie jest to pierwsza książka autorki). Niejednokrotnie gubiłam się w zbyt pobieżnych lub po prostu dziwnie skomponowanych opisach - dowód na kiepsko opanowany warsztat, jeśli chodzi o poruszanie się postaci w przestrzeni. Nie jest to szczególnie ciężki grzech, bo przelewanie pokonywanej przez bohaterów trasy z wyobraźni pisarza na papier jest jednym z trudniejszych elementów tworzenia opowieści (i chyba zgodzi się ze mną każdy, kto próbował kiedyś swoich sił w prozie). Niewielu umie zrobić to naprawdę dobrze (tak, żeby czytelnik ani na chwilę nie stracił orientacji w "terenie"), dlatego nie będę się o to bardzo czepiać - zwłaszcza, że cała reszta, w postaci dialogów, stylu, opisów wyglądu czy przeżyć wewnętrznych (których w porównaniu z innymi młodzieżówkami i tak jest niewiele), absolutnie trzyma poziom.

Nieludzie naprawdę zawładnęli moim sercem. Mam szczerą nadzieję, że polskie wydawnictwo zainteresuje się kontynuacją, jak tylko pojawi się ona za granicą. Książka pozostawiła po sobie zbyt wiele pytań i wątpliwości, żeby tak po prostu odłożyć ją na półkę i o niej zapomnieć.
...
(No dobra, tak naprawdę BARDZO chciałabym spotkać się jeszcze z Rafem i Eversonem... kto czytał, ten zrozumie)
Wystawiam 5/6 :).

W podobnym klimacie...
Moje guilty pleasure, czyli niesamowicie irytująca główna bohaterka w bardzo ciekawie wykreowanym świecie opanowanym przez Nieuświęconych - czyli po naszemu zombie. Niewielka enklawa otoczona ogrodzeniem ma za zadanie chronić niedobitków. Ale czy po wewnętrznej stronie siatki rzeczywiście jest bezpiecznie? Jeżeli nie boicie się trochę banalnych, podchodzących pod telenowelę miłostek, natężenia emocji, która w takiej dawce potrafi wywołać rzeczywistą depresję, i mrocznego, słodko-gorzkiego klimatu, Las Zębów i Rąk to pozycja dla was!

11 komentarzy:

  1. Czasami zadaję sobie takie pytanie: "A jeśli ludziom skończą się pomysły na nowe książki? Co wtedy?" Ta myśl mnie bardzo przeraża, ale wiem, że to wręcz niemożliwe. Co do kolejnych dystopii, zauważyłam, że powielanie historii jakoś bardzo mi nie przeszkadza jeśli książka jest dobra. Dlatego bardzo chętnie się skuszę na Nieludzi :D
    Pozdrawiam i zapraszam na konkurs :D
    http://books-world-come-in.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też kieruje się czymś podobnym - w końcu co z tego, że powieść miała oryginalny pomysł, jeżeli efekt końcowy jest po prostu słaby? :P

      Usuń
  2. Niestety, ale ja chyba mam już dość dystopii :/ "Atrofia" sprawiła, że jestem tym wszystkim przesycona i mam dosyć ;_; Dlatego wybacz, ale wątpię czy sięgnę po tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powoli też, a jeszcze jakiś rok temu nie posiadałam się z radości, że dystopii na rynku jest AŻ tyle. Nie ma co czytać na siłę - książka jest bardzo dobra, ale raczej nie podejdzie, jeżeli jest się zmęczonym postapokalipsą ;)

      Usuń
  3. Muszę przeczytać!
    Mega mnie zachęciłaś, naprawdę.
    Nie słyszałam nigdy o tej książce, co mnie dziwi.
    Muszę koniecznie nadrobić!
    Jestem ciekawa do kogo poczuję większą sympatię, do Eversona czy Rafe'a :D
    pozdrawiam ciepło i zapraszam do nas :))
    http://kartkownik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bardzo się cieszę! :3
      Rafe to taki typowy bad boy, troszkę w stylu Jace'a (ale wiele ich różni!), Everson... spodziewałam się takiej ciepłej kluchy, ale okazał się naprawdę cudowną postacią *.* Także wybór ciężki :P

      Usuń
  4. Uuu słyszałam, że mega dobra książka, która jakoś przeszła bez echa... Wciąż jednak jakoś się ociągam, bo wydaje mi się powtarzalna i sztampowa, nie ważne co napiszesz i powiesz, po prostu mam taki wewnętrzny STOP! Ale pomyślę o niej :D

    https://kulturalnaszafa.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl, pomyśl, aczkolwiek zrozumiem, jak komuś się nie spodoba - jest bardzo dobra, ale nie jakoś szczególnie odkrywcza :P

      Usuń
  5. Jeśli chodzi o dystopie, ja przesytu nie czuję, bo mam ich za sobą bardzo mało. Klasyk oczywiście "Rok 1984" Orwella, właściwie jedna z moich ulubionych książek i coś bardziej współczesnego, młodzieżówka "Dotyk Julii" (jestem w 2/3 serii). Być może coś mi się jeszcze po drodze przyplątało, aczkolwiek bardzo chętnie poznam inne pozycje okołogatunkowe. "Nieludzie" mnie zachęcają. Ty mnie zachęcasz, więc spróbuję, zobaczę, może wreszcie zapałam miłością do dystopii (nie wiem czemu tak mało ich czytam, są super)

    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dotyk Julii" uwielbiam, ale przeczytałam na razie tylko pierwszy tom. W Julce chyba ważniejsze są uczucia i emocje, w "Nieludziach" ten świat jest chyba ciut lepiej wymyślony :)

      Usuń
  6. Widziałam tą książkę kiedyś w empiku i nawet byłam blisko kupna, ale jakoś nie mogłam się przekonać. Ne chciałam "powtórki" z rozrywki z innych książek, ale po przeczytaniu twojej recenzji myślę, czy następnym razem się na nią nie skusić.
    Pozdrawiam cieplutko <3
    http://myszkarecenzuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń