niedziela, 19 czerwca 2016

"Celem życia nie jest trwanie po stronie większości, lecz odnalezienie siebie w szeregach obłąkanych" - recenzja Art&Soul

Dzisiaj przybywam do was z powieścią, którą zapragnęłam zdobyć chwilę po przeczytaniu opisu - i po której spodziewałam się czegoś naprawdę niesamowitego. Czy autorce Art&Soul udało się sprostać tak wysoko postawionej poprzeczce?
Tytuł: Art&Soul
Autor: Brittainy C. Cherry
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Filia

http://ecsmedia.pl/c/art-soul-b-iext35321882.jpgArt&Soul to historia dwójki młodych ludzi - Arii i Leviego. Ona kocha sztukę, on żyje muzyką. Ona wkrótce zostanie nastoletnią matką, on zmaga się z rodzinnymi problemami. Ona to Art, on - Soul; dwa, zupełnie różne serca, które rozsypały się na kawałki. Każde z nich na swój sposób się wyróżnia, żadne nie pasuje do otoczenia. "Może nie chodzi o sklejanie złamanych serc? Może chodzi o kochanie pokruszonych kawałków...".

Miałam co do tej książki spore oczekiwania, zwłaszcza, że autorka napisała również zachwalanego przez tyle osób Pana Danielsa. Co mogę powiedzieć po lekturze? Cóż, mam nadzieję, że poprzednia powieść Brittainy C. Cherry okaże się lepsza, bo Art&Soul bardzo nadwyrężyło moje zaufanie.
"Chciałbym, żebyś wiedziała, że między nami zachodzi działanie. Nie ma słów, żeby opisać to nasze równanie, Aria. To jak dzielenie przez zero... tego nie da się zdefiniować"
Teoretycznie młody czytelnik znajdzie tu wszystko, czego w tego typu książkach mógłby poszukiwać. Nawiązania do popkultury, abstrakcyjnego malarstwa czy muzyki klasycznej to składniki tworzące bardzo obiecującą mieszankę; składniki, których autorka niestety nie połączyła umiejętnie. Całość napisana jest bardzo suchym, wręcz amatorskim językiem; poszczególnym zdaniom brak głębi, przez co historia przypomina raczej wyliczanie kolejnych czynności i dialogów niż opowieść z pełnoprawną, właściwie poprowadzoną narracją. Styl autorki to właściwie najpoważniejszy zarzut, jaki stawiam Art&Soul - w końcu powieść traktuje o szeroko rozumianej sztuce, tymczasem na jej stronicach nie uświadczymy zbyt wielu opisów: czy to obrazów, czy wygrywanej przez bohaterów melodii; wszystko przedstawione jest zdawkowo, po łebkach. Kilka ciekawych cytatów, wzbogacających wiedzę ciekawostek i zabawa słowem, która w jakiś sposób wyróżnia książkę i przydaje jej oryginalności, to mimo wszystko za mało.
"Czasami łatwo było zapomnieć, że dorośli to dzieci w większych ciałach i że ich serca łamią się dokładnie tak samo, jak nasze"
Nie najlepiej przedstawia się także sytuacja z postaciami. O większości można powiedzieć tylko tyle, że istnieją. Chociaż w teorii wszyscy ważniejsi bohaterowie to outsiderzy, odstający od społeczeństwa dziwacy, to tak naprawdę żadnego w pełni nie poznałam, a w ich "inność" musiałam uwierzyć autorce na słowo. Aria, z założenia nastoletnia artystka o skrzywdzonej duszy, dla mnie pozostała jedynie młodą dziewczyną w ciąży, bo tylko tak została mi przedstawiona. Brak tutaj jakiegoś tła, kontekstu, dzięki któremu mogłabym porównać "dawną" Arię z "nową" (a ta przemiana jest przecież jednym z ważniejszych wątków!). Wszystkiego dowiadujemy się na bieżąco, co wprowadza do powieści chaos i utrudnia lekturę. 

Jeśli chodzi o bohaterów drugoplanowych, każdemu przypadł w udziale jakiś charakterystyczny rys - cecha, która go wyróżnia. I tak, Simon to wycofany chłopak cierpiący na nerwicę natręctw, Abigail to oryginalna nastolatka cytująca sławne osoby, Mike to stereotypowy sportowiec, koncentrujący się na imprezach i wymarzonym stypendium. Chociaż te dość sztampowo wykreowane charaktery z czasem zyskują trochę więcej osobowości, nadal pozostają mi w pewnym sensie obce. W dialogach wszyscy wypadają mało realistycznie, a irracjonalność ich zachowań momentami aż boli. Tak naprawdę jedyną osobą, którą naprawdę polubiłam, i z którą może nawet się zżyłam, był Levi - kochany, pokrzywdzony przez życie chłopak, który stanowił najjaśniejszy punkt zarówno swojego otoczenia, jak i całej książki. Trzeba przyznać, że jego postać znacznie różni się od typowego protagonisty new adult (jestem już chyba uczulona na cynicznych bad boyów z mroczną przeszłością), co samo w sobie stanowi miłą odmianę. No przyznajcie - kto nie chciałby przytulić wiecznie uśmiechniętego, lecz skrywającego w sobie ból, przeuroczego skrzypka?
"Levi był kimś, z kim dobrze mi się milczało. Jakbyśmy nadal prowadzili rozmowę bez użycia słów. Głośna cisza"
Skłamałabym, twierdząc, że Art&Soul było kiepskie. Gorzej, że nie mogę też określić książki Brittainy C. Cherry mianem dobrej - chociaż naprawdę chciałam. Wątek Leviego i różnego rodzaju nawiązania do malarstwa, muzyki i kultury popularnej zdecydowanie działają na plus, a może nawet ratują powieść. Mimo wszystko coś (może boleśnie prosty język, a może zbyt pobieżne potraktowanie tematu) sprawiło, że za nic nie mogłam się w książkę wgryźć. A kiedy przebrnięcie przez literaturę młodzieżową zaczyna sprawiać ci problem - wiedz, że coś się dzieje... Wystawiam 4=/6.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Filia i dziewczynom odpowiedzialnym za Zlot Blogerów na Warszawskich Targach Książki, dzięki którym otrzymałam możliwość zrecenzowania Art&Soul :)
https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xpl1/v/t1.0-9/13221092_612456922243032_3665616357220499459_n.png?oh=0e63472c91a082b65481269c152b5a38&oe=57C72B39&__gda__=1473115573_794b12e48f0941eb4c93cdb8bc16d53c

*Autorem cytatu z tytułu jest Marek Aureliusz

9 komentarzy:

  1. "Art&Soul" został mi ostatnio polecony, ale jakoś nie przywiązywałam dużej wagi, ostatecznie wybrałam inną książkę. Po "Maybe Someday" chciałam sięgnąć po jakąś książkę z czym kreatywnym, artystycznym w tle. Chociaż wydaje mi się, że po niej zostawiłam sobie dość duże wymagania co do tego typu książek. Mimo twojej niezbyt pochlebnej recenzji postaram się ją kiedyś przeczytać, ale nie wydaje mi się, że nastąpi to szybko.
    Pozdrawiam cieplutko,
    http://myszkarecenzuje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście ja też oczekiwałam czegoś w stylu MS - z tym, że książka Hoover jest właśnie przykładem, jak powinno pisać się powieści nawiązujące do jakiejś formy sztuki. W A&S był pomysł, gorzej niestety z wykonaniem.

      Usuń
  2. Nigdy jeszcze nie słyszałam o tej książce 😊 Brzmi interesująco, ale po twojej opinii chyba po nią nie sięgnę, jakoś mnie do niej nie ciągnie 😀 Cieplutko pozdrawiam ❤️ Nina z bloga impresjalnie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto samemu się przekonać, ale to akurat powieść która zbyt wiele raczej w życie nie wnosi :)

      Usuń
  3. O, czyli jednak miałam nosa, że jej nie chciałam czytać! Co innego, że Pan Daniels jest na mojej liscie... Zobaczymy, ale recenzja bardzo dobra i, jakby to ująć, kompetentna. Nareszcie cos poza zachwytami, a już tak niestety mam, że przy YA, a w szczególnosci NA raczej patrzę na te negatywne opinie z większą ufnoscią. Pozdrawiam <3
    Agsani

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo, tym bardziej że zachwyty czytam zarówno pod książkami, które były ok jak i kompletnymi nieporozumieniami :P Staram się nie być czepialska wobec młodzieżówek, ale są jakieś granice ;)

      Usuń
  4. No i dobrze, że nie przeczytałam i nie chce przeczytać hue :D Ale mam na liście inną jej powieść, która ma wyjść jakoś niedługo.. Miejmy nadzieję, że będzie lepsza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też, ale ta książka chyba póki co oddaliła Danielsa o kilkanaście innych pozycji :P

      Usuń
  5. Szczerze powiedziawszy chodziła za mną ta książka, z chęcią sama bym ją przeczytała. Mimo wad które wymieniasz nadal mam na nią ochotę, tylko pewnie zanim się zabiorę minie jeszcze sporo czasu :)

    OdpowiedzUsuń