poniedziałek, 25 lipca 2016

"Wszyscy grzesznicy byliby w niebie nieszczęśliwi" - recenzja Wichrowych Wzgórz

 
Po tej długiej przerwie witam was spod szyldu serii recenzji, w której pod lupę brać będę klasyki :) Na dobry początek pochylam się nad prawdopodobnie moją ulubiona powieść wszech czasów - a na pewno ulubionym klasykiem. Mowa o Wichrowych Wzgórzach, które wbrew pozorom (i cytatom, których jest dziś zatrzęsienie) nie są tak do końca o miłości.

Tytuł: Wichrowe Wzgórza
Autor: Emily Brontë
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2008
Liczba stron: 264
Wydawnictwo: Zielona Sowa

http://www.bookhunter.pl/okladki/217/medium/book_217_medium_12.jpgWichrowe Wzgórza kojarzy chyba każdy - książka wpisuje się chyba we wszelkie możliwe kanony literatury. Od wielu lat jedyna powieść Emily Brontë rozpala wyobraźnie czytelniczek i autorów - na przełomie wieków w kulturze pojawiła się niezliczona ilość dzieł inspirowanych historią Katy i Heathcliffa, którzy stali się parą niemal tak kultową jak Romeo i Julia. Jednak to nie z uwagi na zasięg, popularność czy niepomierny wpływ na literaturę Wichrowe Wzgórza to powieść, po którą musicie sięgnąć. Dzieło młodszej siostry Charlotte (a według pewnych domysłów - może i jej samej we własnej osobie), mojej niekwestionowanej królowej słowa pisanego, to po prostu niesamowita historia, która ładunkiem emocjonalnym powala na kolana wszystkie znane mi powieści new adult, a z którą nawet najmroczniejszy romans paranormalny przegrywa w przedbiegach.  
"Nie mogę żyć bez mego życia! Nie mogę żyć bez mojej duszy!" 
Historia koncentruje się wokół mieszkańców dwóch posiadłości - tytułowych Wichrowych Wzgórz i sąsiedniego Drozdowego Gniazda. Narratorką jest Nelly Dean - służąca od wielu lat związana z obiema rodzinami - która niczym dobry duch prowadzi czytelnika przez kolejne wydarzenia. Na kartach powieści poznajemy wielu bohaterów, których losy krzyżują się i oddziałują na siebie; przypadkowe spotkania jak w greckiej tragedii stanowią początek lawiny kolejnych, dramatycznych wydarzeń, ciągnących za sobą nieprzewidziane skutki.
"On pragnął spoczywać w cichej ekstazie, a ja chciałam, by wszystko dookoła lśniło i tańczyło bezustannie. Powiedziałam mu, że jego niebo byłoby mdłe i nudne, a on odparł, że moje byłoby pijane. Ja powiedziałam, że w jego niebie dostałabym śpiączki, on powiedział, że w moim nie mógłby oddychać"
Trudno powiedzieć więcej bez zbędnych spoilerów - chociaż książka jest ogólnie znana, niewielu potrafiłoby jasno przekazać, o czym Wichrowe Wzgórza właściwie są. Pewnie, mamy tu wątek romantyczny, który w dodatku wysuwa się na pierwszy plan. Jeśli jednak spodziewacie się przesłodzonej historii miłosnej w stylu współczesnych młodzieżówek, gdzie Tajemniczy Główny Bohater z Mroczną Przeszłością jest w stanie zrobić wszystko dla Cichej Szarej Myszki, Która Jest Piękna Ale O Tym Nie Wie... Nie. W tej dziewiętnastowiecznej powieści granica pomiędzy miłością i nienawiścią jest cieńsza niż utkana przez pająka nić. Uczucia pomiędzy dwójką głównych bohaterów są żywe i do bólu prawdziwe - a najczęściej ten ból wywołujące. Siła namiętności jest tak potężna, że potrafi jednocześnie tworzyć i niszczyć, budować i rujnować, a chemia pomiędzy Katarzyną i Heathcliffem mogłaby spowodować reakcję o sile rażenia większej niż wybuch bomby atomowej. Nie spotkałam się jeszcze w literaturze z parą, która wzbudziłaby we mnie aż tyle skrajnych emocji.
"Nie mam dla ciebie ani jednego słowa pociechy. Masz, na co zasłużyłaś. Sama zabiłaś siebie. Tak, teraz mnie całuj, teraz płacz! Teraz żądaj ode mnie pocałunków i łez… będę dla ciebie trucizną i wyrokiem potępienia. (...) Dlatego, że nie mogły nas rozdzielić ani nędza, ani poniżenie, ani śmierć, ani żadna siła boska czy szatańska, tyś to uczyniła z własnej woli. Ja ci nie złamałem życia, sama to uczyniłaś, za jednym zamachem łamiąc i moje"
Co ciekawe, pierwszoplanowy duet niekoniecznie jest tym, któremu czytelnik ślepo kibicuje; mało tego - myślę, że niewielu jest ludzi, którzy w stu procentach mogliby zidentyfikować się z Katy albo jej wybrankiem. Nie oznacza to bynajmniej, że są to złe postaci, czy raczej: źle napisane - wręcz przeciwnie. Ich kreacje to mistrzostwo świata, z fenomenalnie nakreślonymi osobowościami. Ona to żywy ogień; z jednej strony niezwykle uczuciowa, przeżywająca wszystko (miłość, obawę, złość, nienawiść) znacznie silniej niż zwykły śmiertelnik, z drugiej: osoba perfidnie grająca na emocjach bliskich, terrorystka i (chcąc-nie-chcąc) manipulantka. On - nieprzystępny i zamknięty w sobie, od najmłodszych lat skrywający gniew i nienawiść; gotowy na wszystko, by osiągnąć cel, jakim jest zemsta, od której w jego życiu ważniejsza jest tylko miłość do Katarzyny. W pewnym sensie oboje są siebie warci - oboje nieustannie się ranią, paradoksalnie myśląc jedynie o szczęściu drugiej osoby. Pokręcone, prawda?
"Nelly, ja i Heathcliff to jedno. Jest zawsze, zawsze obecny w moich myślach - nie jako radość, bo i ja nie zawsze jestem dla siebie radością, ale jak świadomość mojej własnej istoty"
Pozostali bohaterowie, choć siłą rzeczy wykreowani z mniejszym rozmachem, nie pozostają w tyle - charakter każdej postaci został poddany dogłębnej analizie, której świadectwo czytelnik znajdzie na kartach Wichrowych Wzgórz. Żaden z nich nie jest jednowymiarowy; nie znajdziemy tu pionków, zapychaczy stworzonych tylko po to, by wypowiedzieć jakąś kwestię i zniknąć ze sceny. Ważniejszych bohaterów jest sporo (plus minus około dziesiątki), a fabuła sprawnie manewruje pomiędzy nimi - każdy dostał swoje pięć minut, zakończone najczęściej, jak na autorkę przystało, w dość tragiczny sposób. Pomimo ilości charakterów czytelnik nie czuje się zagubiony, choć relacje między członkami rodów bywają nieco zawiłe. Do moich ulubieńców zdecydowanie należy Edgar, konkurent Heatcliffa w walce o serce Katarzyny - co może zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że gdyby ta trójka (a raczej ich ugrzecznionej wersje) występowała we współczesnej młodzieżówce, większość pań zapewne kibicowałaby temu drugiemu. Historia w pewnym sensie naprowadza nas na właściwe zakończenie (fakt, kogo Katarzyna naprawdę kocha nie jest żadną tajemnicą), lecz chociaż autorka nie ocenia ani nie prawie morałów, nie mogłam przymknąć oko na to, który z mężczyzn ma w sobie prawdziwe zło, a który - prawdziwe dobro.
"Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po porostu nic wspólnego"
Nie mogę nie wspomnieć o tym, co urzeka chyba najbardziej, czyli niesamowicie klimatyczny obraz Yorkshire. Atmosfera grozy i tajemnicy towarzyszy nam na każdej stronie, a sama historia niewątpliwie nosi na sobie znamiona powieści gotyckiej, w której duchu została zresztą napisana. Elementy nadprzyrodzone rzeczywiście się pojawiają, ale ich realność autorka zostawia indywidualnej ocenie czytelnika. Właśnie to w Wichrowych Wzgórzach jest najwspanialsze: ciągła niepewność, oczekiwanie na mgliste i niejasne, ale wiejące grozą i tragizmem, a przede wszystkim nieuniknione jak fatum wydarzenia. Dzieła dopełniają obrazy słowne opisujące otoczenie, przypominające kadry żywcem wyjęte z gotyckiego thrillera: senne wrzosowiska, stalowoszare niebo, samotne okno uderzające na wietrze o ścianę zamkniętego pokoju, w którym nikt już nie mieszka.
"Ja wierzę, ja wiem, że upiory chodzą po ziemi. Pozostań przy mnie na zawsze – przybierz, jaką chcesz, postać – doprowadź mnie do obłędu, tylko nie zostawiaj mnie samego w tej otchłani, gdzie nie mogę cię znaleźć!"
Trudno uwierzyć, że w książce o tak niewielkiej objętości (moje wydanie liczy trochę ponad dwieście stron) zmieściło się tak wiele charakterów, wydarzeń i... mroku. Długo mogłabym rozpisywać się na temat genialnych kreacji bohaterów czy cudownego języka, dzięki któremu lektura powieści przypomina istną duchową ucztę. Zamiast tego powiem tylko jedno: uwierzcie mi, jeszcze nigdy nie czytałam powieści jednocześnie tak pięknej, okrutnej i tragicznej - i nie sądzę, by w przyszłości komukolwiek udało się zdetronizować Wichrowe Wzgórza.

9 komentarzy:

  1. też zabieram się za tę książkę ;)
    nieperfekcyjna-panienka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nope. Nope i jeszcze raz nope >.< Nie lubię Wichrowych Wzgórz i nigdy nie lubiłam, zawsze byłam team Austen a nie Bronte i niestety, nawet film do mnie nie przemawia... Po prostu nie potrafię przebrnąć przez jej powieść :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah :D ja Austen kocham, ale jednak teamBronte :3 Akurat film jest ok ale do książki to mu dużo brakuje :P

      Usuń
  3. Mam tę książkę w planach. Pamiętam, że jej fragmenty miałam na polskim w gimnazjum i już wtedy mnie one zachwyciły ;)
    Buziaki ;*
    bookowe-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Wichrowe jako lektura ominęły w gimnazjum, nie wiem czy to dobrze czy źle ;) a skoro cię zachwyciły to tym bardziej przeczytaj całość!

      Usuń
  4. Jak każdy słyszałam o "Wichrowych Wzgórzach" i nie miała jej w planach szybko przeczytać, twoje recenzja pchnęła, żebym po nią sięgnęła i jeszcze jak pisałaś o tej grozie itp. to już muszę po to sięgnąć.
    I jeszcze informacja dodatkowa: nominowałam cię do LIEBSTER BLOG AWARD: http://myszkarecenzuje.blogspot.com/2016/07/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za nominację :*
      Cieszę się, że cię zachęciłam <3

      Usuń
  5. Klasykę kocham całym sercem, ale "Wichrowe wzgórza" to taka moja wisienka na torcie - mogłabym czytać tę książkę codziennie, a i tak by mi się nie znudziła *.*
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń