piątek, 4 listopada 2016

"Historie z happy endem to po prostu opowieści, które jeszcze nie dobiegły końca" - recenzja Chemii naszych serc


Dzisiaj coś dla wszystkich, którzy nadal wątpią, że miłość to coś więcej niż reakcje chemiczne zachodzące w naszym mózgu... no i wszystkich innych, którzy mają ochotę na kawałek naprawdę niezłej powieści młodzieżowej w klimacie Greena (tylko lepszej!).

Tytuł: Chemia naszych serc
Autor: Krystal Sutherland
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

http://zabookowani.pl/pub/pl/uploadimages/gtx/okladki/chemia-naszych-serc-hires57a1cda5361c8.jpgHenry Page nigdy nie przypuszczałby, że dziewczyna taka jak Grace Town skradnie jego serce. Ubrana w całości po męsku, pachnąca niezbyt świeżo, małomówna, raczej antypatyczna i chodząca o lasce – nie przypomina to opisu wymarzonej partnerki dla wycofanego chłopaka, zajętego zabieganiem o indeks dobrej uczelni i pozycję naczelnego w szkolnej gazecie. I chociaż biorąc pod uwagę jego rodziców – geeków oszalałych na punkcie „Star Treka”, siostrę – naukowca i niedoścignioną legendą szkolnych chuliganów oraz dwójką nie mniej ekscentrycznych przyjaciół, życie głównego bohatera trudno nazwać zwyczajnym i poukładanym – a jednak to dopiero Grace Town prawdziwie je skomplikuje. A Henry na to pozwoli. W końcu jak można przejść obojętnie obok dziewczyny o złamanej duszy, zafascynowanej wszechświatem i zapomnieniem? Czym jest głos rozsądku w obliczu pierwszej miłości do femme fatale, nawet (a może zwłaszcza) wtedy, kiedy z każdą chwilą ten związek staje się coraz bardziej toksyczny…?

Po przeczytaniu opisu i kilkunastu pierwszych stron powieści Krystal Sutherland w głowie siedziała mi tylko jedna myśl: John Green, i to wzmocniony jakimiś nielegalnymi substancjami. Nieprzystosowany do społeczeństwa nerd w roli głównego bohatera? Jest. Jego rodzina i przyjaciele oryginalni i wyraziści do tego stopnia, że czytelnik poważnie zastanawia się nad ich poczytalnością? Obecni. A obiekt westchnień naszego protagonisty? Odhaczony – do granic możliwości niezwykła, wręcz nieziemska, prawie że zrobiona na komputerze dziewczyna, w dodatku nieustannie zmagająca się z mrocznymi zakamarkami swojej duszy. Skojarzenie z powieściami takimi jak „Papierowe miasta” czy „Szukając Alaski” wydaje się dość oczywiste, prawda? I chociaż w moich uczuciach względem Johna Greena jestem raczej niestała, to nie będę ukrywać – Krystal Sutherland pokochałam całym sercem.
"Zdałem sobie wtedy sprawę, że Grace Town jest kawałkiem szkła o ostrych brzegach, o który ciągle będę się kaleczył, jeśli postanowię się zaangażować. Że nasza wspólna droga będzie naznaczona smutkiem, żałobą i zazdrością"
Powieść zachowana jest w sarkastycznej, zabawnej konwencji tak namiętnie eksploatowanej przez amerykańskiego autora bestsellerów; historia dosłownie tonie w czarnym, ironicznym humorze, nierzadko rozładowującym atmosferę w poważniejszych momentach. Jednocześnie nie brakuje jej dramatyzmu – humorystyczne akcenty na szczęście nie zawsze dominują, w najmroczniejszych scenach (których, notabane, nie brakuje) schodząc na dalszy plan. Dzięki temu autorce udało się stworzyć książkę pełną kontrastów, a dzięki temu wyrazistą, z mocnym, zapadającym w pamięć przekazem, przyprawionym rozkładającym na łopatki dowcipem.

Opowieść Henry’ego wypełniona jest też niezliczonymi nawiązaniami do popkultury – bohaterowie jak z rękawa sypią cytatami z klasyków takich jak „Pulp Fiction”, „Podziemny krąg” czy „Gwiezdne wojny”, słuchają niszowej, alternatywnej muzyki i prześcigają się w sytuacyjnych żartach zaczerpniętych z internetowych memów oraz amerykańskich sitcomów. To powieść do cna współczesna i młodzieżowa, garściami czerpiąca ze specyficznego, wyjątkowego języka dzisiejszych nastolatków, będąca swoistym ucieleśnieniem wszystkich idei i motywów tak bliskich dorastającym obecnie ludziom. Chociaż głównym tematem powieści Krystal Sutherland jest pierwsza, często toksyczna miłość, to w gruncie rzeczy stanowi ona transkrypcję dorastania – okresu jednocześnie dziwnego i wspaniałego, wypełnionego po brzegi nauką, zamartwianiem się o przyszłość, imprezowaniem, prawdziwą przyjaźnią, często ważniejszą i realniejszą niż jakiekolwiek związki. „Chemia naszych serc” pokazuje tę szarą rzeczywistość w niezwykle barwny sposób; świat jest nieco przekolorowany i specjalnie uatrakcyjniony, a przy tym do bólu autentyczny, gdy autorka z rozbrajającą szczerością i trzeźwością rozprawia się z odrealnionym ideałem związku doskonałego, perfekcyjnej rodziny czy pozbawionych skazy przyjaciół.
"(...) wiedziałem, że Grace jest lekkomyślna i przytłoczona tym, co się stało, a wewnętrzny głos nieustannie mi powtarzał, że jej rozpacz weźmie kiedyś nad nią górę. Nie żebym sądził, że zrobi sobie krzywdę czy coś w tym stylu. Raczej brałem pod uwagę, że może się celowo rozpuścić w powietrzu, a składające się na nią atomy rozproszy jesienny wiatr"
Bohaterowie stanowią jeden z najmocniejszych punktów historii – chociaż wykreowano ich na podstawie dość oczywistych schematów, nadal pozostają oryginalni, a każdy z nich posiada jakiś szczególny rys, odróżniający ich od ewentualnych toposów czy pierwowzorów. Rodzice głównego bohatera, jego siostra czy dwójka najlepszych przyjaciół nie zostają sprowadzeni do roli szachowych figur; każdy z nich posiada własną, wyjątkową osobowość i historie, często nie związaną bezpośrednio z Henrym, co czyni ich niezależnymi jednostkami, o których spokojnie można by napisać oddzielne książki. Swoje pięć minut dostaje nawet kilka(naście) bohaterów pobocznych. Niewątpliwą zaletą jest różnorodność, z jaką autorka powoływała do życia kolejne postaci – spotkamy tu przedstawicieli rozmaitych ras i orientacji seksualnych.

„Chemia naszych serc” to wspaniały debiut. Strzeż się, Johnie Green! Głęboko wierzę, że Krystal Sutherland znajduje się na najlepszej drodze, by zdetronizować cię jako przyszła królowa powieści młodzieżowych.
"W sumie podoba mi się ta idea. Że kiedy umieramy, mimo bólu, strachu i wstydu, których doświadczaliśmy w życiu, mimo złamanego serca, żalu i rozpaczy, wszyscy staniemy się nicością. Świadomość, że na końcu zostanę wyzerowana, dodaje mi odwagi. (...) Zapomnienie nie wydaje się wcale przerażające, to coś najbliższego absolutnemu rozgrzeszeniu"
 Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję serwisowi LubimyCzytać oraz Wydawnictwu Dolnośląskiemu.

http://portalmedialny.pl/media/images/thumbnail/md5/6/f/6f20e557f670c9938173ec86ba5551af/lubimy%20czytac%20logo_1.png 
 http://2.bp.blogspot.com/-apOq2sTI0Xs/VICWAARGkUI/AAAAAAAABQY/A-50o0GIOMM/s1600/wydawnictwo_dolnoslaskie.png

5 komentarzy:

  1. Czemu Ty nie piszesz więcej recenzji! :) Albo napisz książkę, o! Będę wielką fanką, ha ha :D
    Mówiłam Ci już może, że pięknie ubierasz tekst w słowa? :)
    Już wcześniej miałam ochotę na tę książkę, ale teraz przez Ciebie MUSZĘ ją mieć! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 <3 <3
      (Bo ja jestem takie stworzenie co to się musi namyślić tydzień, zanim stwierdzi, że trochę (bardzo) gonią terminy i przydałoby się coś napisać :P)
      A książka mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, więc się ogromnie CIESZĘ, że mi się udało zarazić entuzjazmem :3 :D

      Usuń
  2. Hmmm... no sama nie wiem, czy mnie przekonuje, czy nie ;/
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Czarny, ironiczny humor to coś, co uwielbiam! Początkowo miałam wątpliwości, czy ta książka będzie dla mnie, ale zupełnie je rozwiałaś swoją recenzją! Nawiązania do popkultury i różnorodność drugoplanowych bohaterów to coś, czego mi ostatnio brakuje, a choć w uczuciach do Johna Greena również jestem niestała, mam nadzieję, że tę autorkę pokocham równie mocno co ty!

    Books by Geek Girl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też przed lekturą miałam bardzo mieszane uczucia, ale jednak warto było się przełamać :D

      Usuń