niedziela, 13 listopada 2016

"Ludzie nie rozumieją, że depresja nie jest stanem zależnym od świata. Że płynie z zewnątrz" - recenzja książki Moje serce i inne czarne dziury

Każdy, kto jest przynajmniej w pewnym stopniu zaznajomiony z bieżącymi trendami literackimi ma świadomość, że nie da się uniknąć pewnych schematów. Powieści wznoszące się na fali cudzych sukcesów nie są niczym nowym, jak choćby dystopie zalewające rynek za sprawą Igrzysk Śmierci. W ostatnim czasie popularne stały się książki związane z radzeniem sobie z różnego rodzaju demonami przeszłości, najczęściej sprowadzające element psychologiczny do zapewnienia ciekawego tła dla młodzieńczego romansu. Szczególną ich podgrupą są książki o depresji, których popularność nie dziwi, biorąc pod uwagę to, jak wielu nastolatków cierpi na różnego rodzaju zaburzenia. Czy Moje serce i inne czarny dziury to kolejna, stworzona na tę modłę powieść? Tak. Czy mimo wszystko wyróżnia się na tle poprzedniczek? Owszem, chociaż nie do końca tak, jak się spodziewałam.

 ♫ Sixx:A.M. - Life is Beautiful
Tytuł: Moje serce i inne czarne dziury
Autor: Jasmine Warga
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2016 
Liczba stron: 324 
Wydawnictwo: Burda Książki

3 sierpieńSzesnastoletnia Aysel żyje (czy może raczej: istnieje) z piętnem, które każdego dnia przygniata ją coraz bardziej: jest córką mordercy, i choć od tragedii minęły trzy lata, nie wydaje się, by sąsiedzi kiedykolwiek zaczęli postrzegać ją inaczej. Pogrążona w depresji dziewczyna panicznie boi się, że szaleństwo, które doprowadziło do zbrodni jej rodzica, w przyszłości stanie się także jej udziałem. Wie, że jest tylko jedno wyjście, które zapobiegnie takiemu rozwojowi wydarzeń – odebranie sobie życia. Ale skąd mieć pewność, że w ostatnim, najważniejszym momencie nie zabraknie jej odwagi, by rzeczywiście ze sobą skończyć? Tu właśnie potrzebny jest „partner do samobójstwa”, którego znaleźć można za pośrednictwem specjalnej strony internetowej. W ten sposób Aysel poznaje Romana – chłopaka, który wydaje się mieć wszelkie powody do życia, a który mimo wszystko tak uparcie pragnie się zabić.
"Każdy, kto kiedykolwiek był aż tak smutny, może wam powiedzieć, że w depresji nie ma niczego pięknego ani literackiego, ani tajemniczo głębokiego. Depresja jest jak ciężar, spod którego nie można się wydostać. Przygniata, sprawiając, że nawet takie drobiazgi, jak zawiązanie butów czy przeżucie tostu, przypominają dwudziestomilową wspinaczkę pod górę"
Z książkami o depresji jest pewien problem – łatwo tworzyć historie o ludziach smutnych, dla których lekiem na wszelkie zło i traumy okazuje się odnalezienie drugiej połówki. Jednak kiedy ktoś decyduje się pisać o depresji na poważnie; kiedy tematem przewodnim naprawdę ma być jakieś zaburzenie, a nie zawoalowany w nim romans – wtedy pojawiają się schody. Problemy emocjonalne to temat niezwykle delikatny, który trudno jest przedstawić bez pewnego merytorycznego przygotowania: czy to na podstawie przypadków innych ludzi, czy to własnych doświadczeń. W przypadku Mojego serca… wyraźnie widać, że autorka naprawdę wiedziała, o czym pisze (i co jest jej celem). Pod względem psychologicznym powieść napisana jest fenomenalnie (choć trzeba przyznać, że zdecydowanie lepiej wykreowano Aysel – a przynajmniej to ją poznajemy na tyle dobrze, żeby to ocenić). Jasmine Warga doskonale zarysowała obraz depresji dotykającej młode osoby – nie jako coś poetyckiego czy romantycznego, lecz do bólu przyziemnego. Jej spostrzeżenia, ubrane w proste, lecz niezwykle trafne słowa, mogą trafić do wielu młodych ludzi – a może nawet pomóc im w zrozumieniu ich emocji.
"Próbuję sobie wyobrazić, jak moja energia potencjalna zmienia się w energię kinetyczną, a potem w nicość. Nucę Requiem Mozarta i zastanawiam się, jakie to będzie uczucie, kiedy wszystkie światła zgasną i wszystko ucichnie na zawsze. Nie wiem, czy to będzie bolało, czy w ostatnich chwilach będę przerażona, ale mogę mieć tylko nadzieję, że to szybko się skończy. Że poczuję spokój"
Pomówmy przez moment o bohaterach. Poznajemy przede wszystkim dwójkę protagonistów – Aysel i Romana. Dziewczyna zdecydowanie wyróżnia się na tle rówieśników, jednocześnie pozostając postacią, z którą wielu nastolatków będzie mogło się utożsamić. Zafascynowana fizyką i muzyką klasyczną, nieustannie pozostaje z boku, w bezgłośny, niemal podświadomy sposób piętnowana przez społeczeństwo. To właśnie za jej pośrednictwem autorka zarysowała dojmująco prawdziwy, bardzo bolesny obraz depresji – poczucia pustki, beznadziei, strachu i apatii, połączonym z tlącym się gdzieś w środku, nieustającym pragnieniem bycia kochaną. Jej przemyślenia na temat energii potencjalnej (zarówno w dosłownym, jak i metafizycznym znaczeniu) czy „czarnego ślimaka depresji” zastanawiają i zostają w głowie na dłużej. Z kolei Roman to chłopak, który w normalnych okolicznościach pewnie nigdy nie zwróciłby uwagi na swoją partnerkę do samobójstwa – wysportowany, utalentowany koszykarz, mieszkający z kochającymi rodzicami i otaczający się popularnymi ludźmi. Trzeba przyznać, że chociaż jego charakter nie został aż tak pogłębiony przez autorkę jak osobowość Aysel, nadal pozostaje on złożoną postacią, której pełne zrozumienie (i odkrycie wszystkich sekretów) wymaga czasu i cierpliwości.
"Szkolni psychologowie uwielbiają powtarzać: "Po prostu myśl pozytywnie", ale to nie jest możliwe, kiedy coś wewnątrz ciebie tłamsi każdą odrobinę radości, jaką jesteś w stanie z siebie wykrzesać. Moje ciało to wydajna maszyna do zabijania szczęśliwych myśli"
Niestety, pozostali bohaterowie to, na tle dopracowanych protagonistów, w większości pionki. Nie mają możliwości rozwoju czy jakiegoś wykazania się; w dużej mierze istnieją tylko po to, by wykonać zaplanowane dla nich zadanie, a potem zniknąć ze sceny albo powrócić do zajmowania się niezbyt istotnymi czynności w jakimś nieokreślonym tle. Nie uznaję tego za jakąś szczególną wadę, gdyż dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że Moje serce… nie jest powieścią nastawioną na szybką akcję, skomplikowaną fabułę czy nawet postaci. Książka koncentruje się na opisaniu pewnego problemu – i robi to fenomenalnie. W całym swoim przekazie nie jest moralizatorska, choć formułuje jasne, dość oczywiste wnioski.

Powieść Jasmine Warga przypomina uścisk od najlepszego przyjaciela, otrzymany w momencie, w którym najbardziej się go potrzebuje. Autorka pisze o depresji bez niepotrzebnej, uatrakcyjniającej jej otoczki – to zupełnie szczera, a jednak bardzo ciepła powieść, pod warstwą fabularną kryjąca przesłanie: „Nie poddawaj się!”. W tej naturalnej historii nie uświadczymy wytłuszczonych, zaznaczonych na kolorowo rad, dzięki którym każdy w magiczny sposób rozwiąże swoje emocjonalne problemy. Zamiast tego otrzymujemy opowieść o nieradzącej sobie z życiem dziewczynie, z pewnością zdolną poruszyć niejedno serce, a niektóre (być może) skłonić do głębszych refleksji – i przekonać, że nawet ze ślepego zaułka można znaleźć wyjście. Chociaż bohaterowie bywali płascy i jednowymiarowi, a wątki, których rozwinięcie szczególnie mnie interesowało, nie zostawały w pełni zgłębione, nie mogę zignorować siły przekazu, lekkości i naturalności, z jaką pisze autorka. Uważam, że to książka, z którą powinna zapoznać się każda osoba zmagająca się z problemem depresji. Wystawiam ocenę 4,5/6.

"Czytałam kiedyś w podręczniku od fizyki, że wszechświata aż błaga, by go obserwować, że energia podróżuje i przenosi się, kiedy ludzie uważają. Może właśnie to tak naprawdę oznacza miłość: mieć kogoś, kto cię obchodzi na tyle, żeby zwracał uwagę na to, co się robi, żeby żeby zachęcał do podróżowania i transferowania, do przeistaczania swojej energii potencjalnej w kinetyczną. Może jedyne, czego wszyscy potrzebują, to ktoś, kto ich zauważy, kto będzie ich obserwował"

Recenzja napisana dla portalu Bookgeek. Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Burda Książki.https://kulturalnaszafa.files.wordpress.com/2015/03/bookgeek2.png?w=656 
http://autorzy365.pl/users/burdaksiazki/logo/logo_large.jpg

4 komentarze:

  1. Jaką ona ma cudowną okładkę! Szczerze - zachęciłaś mnie. Szczególnie ciekawe wydaje mi się poruszenie tematu depresji. Już zapisuję do listy!

    Pozdrawiam serdecznie,
    Cmentarz Zapomnianych Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też przyciągnęła ta okładka, choć oryginalnej nie dorównuje :D I cieszę się, że cię zachęciłam :3

      Usuń
  2. Na początku, gdy zobaczyłam opis tej książki to mówiłam jej stanowczo: NIE. Sam pomysł na fabułę wydawał mi się już nieco dziwny. Jednak swoją recenzją zachęciłaś mnie do tej pozycji, bo lubię książki, które w konsekwentny sposób poruszają tematykę psychologiczną.

    P.S. Nie wierzę, że miłość może wyleczyć depresję (pomijając, że jej wyleczyć się nie da, ale zaleczyć już tak), ale wierzę, że łatwiej jest walczyć, gdy ma się u boku kogoś, u kogo możemy szukać wsparcia. A gdy jest to druga połówka, to już w ogóle :)
    Stwierdzam to na pewnym przykładzie z życia codziennego. Miłość potrafi zdziałać cuda. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Dlatego tak bardzo irytuje mnie, kiedy w książkach lekarstwem na wszystkie emocjonalne problemy jest znalezienie chłopaka/dziewczyny... Tutaj wszystko tkwi głębiej i jest znacznie lepiej wyjaśnione. W przypadku bohaterów sprawdza się też fragment z piosenki którą wrzuciłam - "It took a funeral to make me feel alive". Paradoksalnie właśnie zaplanowanie z wyprzedzeniem decyzji o samobójstwie, jako coś pewnego i przemyślanego, miało nieoczekiwane skutki dla sposobu myślenia bohaterów. Ale dobra, bo zaraz zacznę spoilerować :P

      Usuń