poniedziałek, 2 stycznia 2017

„Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem, zbyt mądrze piękna, stąd istnym jest głazem”* - recenzja Córki rewolucji

Dziś przenoszę was w czasy wojen domowych, które pogrążyły w chaosie Londyn pod panowaniem króla Karola. Przed lekturą spodziewałam się banalnego romansu historycznego. A co otrzymałam?

Tytuł: Córka rewolucji
Autor: Antonia Senior
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2016 
Liczba stron: 536  
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Siedemnastowieczny Londyn, choć inspirujący dla pisarzy, nie przypomina miejsca, w którym chciałby znaleźć się czytelnik. Wewnętrzny konflikt na tle religijnym dosłownie pożera miasto od środka, a po zmroku ulice stają się areną krwawych potyczek pomiędzy mieszkańcami, stojącymi po przeciwnych stronach politycznej barykady. W tym właśnie świecie próbuje odnaleźć się szesnastoletnia Henrietta. Wychowywana tylko przez ojca, dorastająca u boku dwójki braci, nieustannie wyróżnia się inteligencją i wykształceniem, co wprowadza w oczywistą konsternację wiernych tradycjom mężczyzn. Dziewczyna pilnie obserwuje dynamiczne zmiany na scenie politycznej, które wkrótce odcisną piętno na życiu jej samej, ale również bliskich jej osób oraz wyznawanych przez nią ideałów.

Lektura „Córki rewolucji” po raz kolejny uświadomiła mi, jak zwodnicze bywają opisy umieszczane na ostatniej stronie okładki. Sugerując się zapowiedzią, nastawiłam się na typowy, niezbyt porywający romans w stylu „Romea i Julii”, połączony z zaledwie elementami powieści psychologicznej (w postaci zbyt częstych i dogłębnych wynurzeń głównej bohaterki na temat jej, rzecz jasna nieszczęśliwego, życia miłosnego) i historycznej (poprzez umieszczenie opowieści w realiach siedemnastowiecznej Anglii). Możecie wyobrazić sobie moje zaskoczenie, narastające wraz z kolejnymi, przewracanymi stronicami; zaskoczenie przechodzące stopniowo w niedowierzanie, przerażenie, poczucie ponurego zrozumienia i wreszcie wyczerpania. Historia Henrietty okazała się przytłaczająca, jednocześnie w najlepszym i najgorszym tego słowa znaczeniu.
Brat odciąga ją, trzymając ją za nadgarstek. Kiedy mijają witrynę złotnika oświetloną kilkunastoma lampami w taki sposób, żeby towary połyskiwały i nęciły ją w mroku, patrzy na swoją koszulę. Koszulę Sama. Materiał opinający jej obwiązane, spłaszczone piersi został opryskany krwią, błotem i ubrudzony sadzą. Hen niesie ślady przygody, życia przeżywanego w galopie, i z radości podskakuje na czubkach palców jak baletnica.
Tym, co zwróciło moją uwagę już na początku, było bardzo szczegółowe i dokładne pod względem historycznym przedstawienie angielskiej wojny domowej. Książka jest dosłownie przepełniona politycznymi intrygami i religijną obłudą, niejednokrotnie przypominając czytelnikowi, że odległa, pokryta patyną prawda bywa znacznie bardziej zaskakująca (i przerażająca) niż najbardziej wymyślna fikcja literacka. Mówi się, że diabeł tkwi w szczegółach, a tutaj jest ich wręcz piekielnie dużo – autorka nieustannie powołuje się na kolejne nazwiska zarówno rojalistów, jak i parlamentarzystów, książąt i dowódców, kreśląc niezwykle precyzyjny obraz kolejnych zmian na arenie politycznej. Narracja w czasie teraźniejszym nadaje wydarzeniom dynamizmu, przez co bardzo łatwo jest się zatracić w świecie powieści. Czytelnik czuje, jakby to on był naocznym świadkiem kolejnych batalii; jakby dzielił strach bohaterów, pragnienie przetrwania, nieliczne chwile szczęścia rozpraszające mrok pogrążonego w wojennym chaosie świata.
Hen podnosi jedną z broszur. "Uzasadnienie niezależności Kościołów Chrystusowych". Z ekscytacją zauważa, że napisała ją kobieta - Katherine Chidley. (...) Kobiety cieszą się duchową równością przed Bogiem, dowodzi Chidley. Ta idea oszałamia Henriettę. Dziewczyna zastanawia się nad nią, obraca w myślach na różne sposoby. Rozumie, dlaczego takie twierdzenie może być traktowane z lękiem i nieufnością. "Ale czyż nie jest prawdą - pyta samą siebie - że najprostsze, najprawdziwsze idee to te, których przeciwnicy najbardziej się obawiają?".
Antonii Senior udało się dokonać czegoś fenomenalnego: wydarzeniom znanym z podręczników nadaje wymiar dojmująco ludzki. Dzięki dogłębnej analizie okresu, którego opisania się podjęła, tworzy dokładny obraz siedemnastowiecznego Londynu – nie poprzestaje jednak wyłącznie na ukazaniu faktów oddających życie mieszczan i żołnierzy, parlamentarzystów i rojalistów, purytanów i anglikanów. W metaforycznej wiwisekcji autorka wyciąga na wierzch najbardziej skryte i wstydliwe myśli, ukazuje motywy i zadaje niemal filozoficzne pytania o prawdziwą przyczynę konfliktów. Z mistrzowską precyzją pokazuje moralne rozterki między fanatycznym poczuciem obowiązku a miłością do rodziny; każe swoim bohaterom zastanowić się, co w rzeczywistości jest dla nich najważniejsze: ideały narodu czy jednostkowe szczęście ich najbliższych. Zaowocowało to galerią naprawdę dobrze wykreowanych postaci. Narracja płynnie przeskakuje pomiędzy głównymi bohaterami, do których zaliczyć można Henriettę oraz jej braci, przede wszystkim Neda – purytanina skupionego na wykonywaniu domniemanej woli Bożej, zaciekłego w walce i nieprzejednanego w kwestii wiary, a jednocześnie targanego moralnymi rozterkami. Z kolei jego siostra okazała się postacią, której kibicuje się z prawdziwym zapamiętaniem. Muszę przyznać, że dawno już nie związałam się z protagonistką w takim stopniu, jak stało się to w przypadku Hen; kochanej, mądrej, szalenie odważnej Hen.

„Córka rewolucji” to znakomicie napisana powieść historyczna; nie tylko dokładna i szczegółowa, ale też niezwykle wciągająca. Wydarzenia przedstawione są z rozmachem bardzo pasującym do burzliwego okresu wojen domowych Anglii pod panowaniem króla Karola. Na tym tle autorka przedstawia wnikliwą analizę przyczyn stanowiących zarzewie konfliktu. Jak łatwo się domyślić, wątek miłosny pełni w niej wręcz trzecioplanową rolę – wciąż ważny dla głównej bohaterki, nie tak istotny dla rozwoju fabuły i kolejnych, politycznych intryg. Rekomendacja magazynu BBC absolutnie zasłużona.
"Zmiana nastawienia do śniegu wskazuje moment przejścia w dorosłość" - myśli Hen. "Pewnego ranka budzisz się i widzisz, że pada. I zaczynasz układać listę wszystkich związanych z tym niedogodności, trochę zrzędzisz, kiedy już wstaniesz. I to jest właśnie ten moment, punkt zwrotny między dzieciństwem a dorosłością. Chwila, w której - bez względu na to, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy nie - twoje życie zostaje pozbawione tej bezrefleksyjnej radości. Dorosłemu trudniej odnaleźć szczęście. Ojciec szuka go w kielichu, Ned w Biblii, a ja w książkach. Ale wszyscy jesteśmy skazani na porażkę dopóty, dopóki wyglądając przez okno myślimy: "A niech to, pada śnieg!"
* "Romeo i Julia", William Shakespeare

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję serwisowi LubimyCzytać oraz wydawnictwu Czwarta Strona.

http://portalmedialny.pl/media/images/thumbnail/md5/6/f/6f20e557f670c9938173ec86ba5551af/lubimy%20czytac%20logo_1.png 
http://1.bp.blogspot.com/-hF0H--J2ZsQ/VBp8yjFlglI/AAAAAAAAA8g/FkV3FtYF-JM/s1600/CzwartaStrona_Logo_RGB_podst%20(1).jpg

4 komentarze:

  1. Sama nie wiem. Może kiedyś przeczytam ;)
    http://justboooks.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynam przekonywać się do takich powieści :) Kto wie, może kiedyś.
    Wróciły dłuższe recenzje! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha ❤ To była jedna z tych książek, przy których miałam tak dużo przemyśleń, że recka sama się pisała :D

      Usuń
  3. Podoba mi się opis i podoba mi się Twoja recenzja, więc chętnie sięgnę ♥

    OdpowiedzUsuń