poniedziałek, 17 kwietnia 2017

"Widzisz demony w oczach świata, a świat w twoich widzi dół bez dna" - recenzja Głębi Challengera

Dziś mam dla was recenzję powieści, która poruszyła we mnie struny, których istnienia byłam wprawdzie świadoma, ale równocześnie żywiłam nadzieję, że nie będę musiała wracać do nich myślami; struny, które wprawione w ruch wydają dźwięki, na jakie jestem szczególnie wrażliwa. Przedstawiam opartą na prawdziwych wydarzeniach, a przez to dotykającą jeszcze mocniej i głębiej, Głębię Challengera Nela Shustermana.
  Starset - My Demons
Tytuł: Głębia Challengera
Autor: Neal Shusterman
Cykl: powieść jednotomowa
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 356
Wydawnictwo: YA! (Grupa Wydawnicza Foksal)

Piętnastoletni Caden nie reprezentuje dobrze znanego typu bohatera, który cierpi w wyniku tragicznych wydarzeń z okresu dzieciństwa. Jego nastoletniego istnienia nie naznaczyła żadna trauma; nikt go nie bił, nie molestował, a jego rodzice nie są alkoholikami. Mimo to dręczą go demony, których natura nie jest bynajmniej powiązana ze smutną przeszłością. Potwory Cadena mieszkają we wnętrzu jego głowy i stopniowo opanowują całą, otaczającą go rzeczywistość: zajmują miejsce jego rodziców i kolegów szkolnych, zamieszkują w przypadkowych przedmiotach i zawieszonych na ścianach rysunkach. Chłopak powoli zatraca się w tym świecie, dzień po dniu tracąc zdolność do odróżnienia prawdy od fikcji. I chociaż jest pewien, że przebywa w szkole, swoim domu i okolicy, to wie też, że podróżuje na pokładzie statku kierującego się ku najgłębszemu miejscu na ziemi, w samym centrum Rowu Mariańskiego. Oba te światy znajdują się na kolizyjnym kursie - tylko czy Caden wyjdzie z ich zderzenia cało?
Czasami myślę, że łatwiej byłoby umrzeć niż zmierzyć się z czymś takim, bo znacznie wyżej ceni się "co mogło być" niż "co powinno być". Martwe dzieci stawia się na piedestale, a te chore psychicznie zamiata się pod dywan.
Początkowo lektura książki szła mi dość opornie - nie miało to jednak nic wspólnego z jej ewentualnymi brakami czy mankamentami. Trzeba przyznać, że narracja (i sam styl pisania) jest dość specyficzny. Niby widać w tym surowe, a jednocześnie niezwykle przejmujące pióro Shustermana, znane chociażby z serii o Podzielonych. Z drugiej strony, dość szybko zapomniałam, że autorem powieści nie jest chorujący na schizofrenię nastolatek, lecz jego ojciec; rodzic piszący o własnym dziecku! Osobiście trudno mi wyobrazić sobie poziom wrażliwości, empatii, zrozumienia i odwagi, który pozwolił na stworzenie tej książki - i to zarówno ze strony Nela, jak i Brendana, którego można utożsamić z głównym bohaterem. Głębia Challengera to przejmujący dziennik; zapis najpierw postępującej, pożerającej chłopaka choroby, a potem walki z nią. W tym swoistym pamiętniku ani na chwilę nie uświadczymy patetycznego czy moralizatorskiego tonu, czego w książce o chorobie psychicznej można by się obawiać. Dlaczego więc, mimo powyższych zachwytów, było mi tak trudno wgryźć się w tę historię?

Powód jest prosty: ponieważ ta książka jest tak dobra. Ponieważ jest tak dobra, że czytelnik przestaje być biernym świadkiem wydarzeń, a zaczyna być ich uczestnikiem. Zaczyna wczuwać się w położenie Cadena. Zaczyna rozumieć jego sposób myślenia, lęki, stopniowy rozpad psychiki. Przez całą powieść wyraźnie czuć, że historia została oparta na prawdziwych wydarzeniach - a to tylko potęguje niepokój, który i tak narasta z każdą przewróconą stroną. Shusterman zmierzył się z chyba najbardziej przerażającym aspektem ludzkiej psychiki: pokazał ze szczegółami moment (a raczej cały szereg momentów), kiedy umysł zaczyna być największym wrogiem człowieka; kiedy nie liczy się już to co widzimy, lecz to, w co wierzymy - bo właśnie w ten podstępny sposób działa choroba, na którą zapadł Caden.
Czy jeśli się zabiję, będę śnił?
Rozdziały są bardzo krótkie i często mają charakter fragmentaryczny, zwłaszcza część poświęcona rzeczywistości - temu prawdziwemu, realnemu światu, coraz bardziej ginącemu w odmętach postępujących zaburzeń. Wątek poświęcony podróży przez ocean wydaje się być nieco bardziej linearny, jednak wraz z rozwojem fabuły, występujące w nim absurdy i na pozór sprzeczne sytuacje stają się coraz bardziej zagmatwane. 

Głębia Challengera to wyjątkowa książka. Jej lektura nie należała do łatwych, podobnie zresztą jak tematyka, której się podejmuje. Szczególnie polecam ją osobom, dla których schizofrenia jest czymś obcym - głęboko wierzę, że podróż Cadena pobudzi u czytelników empatię, tak bardzo potrzebną do pojęcia przerażającego ogromu wyzwań, z którymi musi się zmierzyć cierpiąca na tę chorobę osoba.
Co się dzieje? Siedzę w ostatnim wagoniku kolejki górskiej na szczycie wzniesienia, a przednie wagony już uległy grawitacji. Słyszę krzyki tych, którzy jadą z przodu, i wiem, że mnie od takiego krzyku dzielą tylko sekundy. Jestem w tym punkcie, kiedy słychać, jak ze zgrzytem opuszcza się podwozie samolotu, w tym ułamku sekundy, zanim rozum zdąży wyjaśnić, że to tylko podwozie. Skaczę z urwiska i odkrywam, że umiem latać… A potem dociera do mnie, że nie mam gdzie wylądować. Nigdy. Oto, co się dzieje.  
 
Recenzja napisana dla portalu BookGeek.pl. Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu YA!.
https://kulturalnaszafa.files.wordpress.com/2015/03/bookgeek2.png?w=656
http://s.lubimyczytac.pl/img/competitions/publishing/logo-ya.jpg

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz